
Facebook to złowroga maszyna
„Witaj mój synu, witaj w maszynie” *
Najpierw aplikacja Facebook pobierała wasze zdjęcia ze smartfonu, założę się że niewielu o tym wiedziało. Teraz straszą, że te wszystkie zdjęcia usuną, póki nie zainstalujcie aplikacji o nazwie Moments – która ma służyć (ha ha ha…) do organizowania i przeglądania zdjęć. Tak jak Messenger, ma być odpowiednikiem komunikatora (ha ha ha…), który jest wbudowany w serwis, tak Moments ma być zewnętrznym narzędziem do obsługi galerii zdjęć (ha ha ha…).
Oficjalny komunikat wystosowany przez sieć społecznościową, brzmi tak:
„Zdjęcia, które zsynchronizowałeś(aś) z Facebookiem ze swojego telefonu, zostaną wkrótce usunięte. Od początku roku były przenoszone do Moments, nowej aplikacji Facebooka. Aplikacja Moments pozwala Ci organizować i prywatnie udostępniać zdjęcia z telefonu oraz pobierać i usuwać zdjęcia zsynchronizowane z Facebookiem. Aplikację Moments można pobrać w sklepie App Store i Google Play Store. Jeśli chcesz zachować te zdjęcia, pobierz aplikację Moments i zarejestruj się (…).”
Ciekawe ile jeszcze firma Marka Zuckerberga wymyśli programów i co najgorsze, szantażując użytkownika, każe je instalować, by potem pobierały informacje, zdjęcia oraz drenowały baterię. Jak ktoś nie wierzy, to niech usunie, tak dla próby na parę dni, aplikacje Facebook, Messenger, Instagram, Moments, WhatsApp i sprawdzi o ile więcej wytrzymuje bateria w smartfonie.
W Stanach Zjednoczonych (na razie), mobilna aplikacja Facebook regularnie słucha i analizuje rozmowy, nieoficjalnie mówi się, że w celu dopasowania reklam pod użytkownika, które są związane z treścią tych rozmów.
Cytując klasyka – oczywistą oczywistością jest, że wiarygodność tych informacji podważa sam serwis Facebook, twierdząc że nasłuchując, potrzebuje tych informacji li tylko do rozpoznawania utworów muzycznych i programów telewizyjnych by później namawiać użytkowników do pisania o tym w swoich profilach (ha ha ha…).
Dla mnie takie stwierdzenie jest jednoznaczne – Facebook nasłuchuje, koniec, kropka! A co później z tymi informacjami robi?! Największy serwis społecznościowy świata prowadzi nieustanne testy na użytkownikach, wasza aktywność jest nieustannie rejestrowana i analizowana. Informacje są cenzurowane. Dobór treści prezentowanych przez Facebook na osi czasu, jest świadomy i zamierzony, nigdy nie ma pewności z czego wynika, dlaczego jest taki a nie inny. Maszyna wpływa na świadomość swoich klientów.
Ostatnio serwis Gizmogo podał, że Facebook wyłączał treści konserwatywne z działu Trending, gdzie mają być prezentowane gorące informacje, czyli to o czym się aktualnie pisze, komentuje. Treści konserwatywne były wyłączane przez pracownikow serwisu.
Myślę że facebook już ma narzędzia, pozwalające wpływać na wyniki wyborów. A najgorsze jest to, że może ich użyć bez waszej wiedzy i zgody. Pamiętacie ostatni sezon serialu „House of Cards” i co było atutem Franka Underwooda w wyścigu o wyborcze zwycięstwo? Kontrola nad wyszukiwarką internetową. To co w filmie jest fikcją, w rzeczywistości już dawno się dzieje!
Wielki Facebook wszystko widzi!
Potwierdzeniem może być pewne zdjęcie przeanalizowane przez użytkownika Twittera. Z którego wynika, że inwigilacji obawia się sam Marek Zuckerberg, który w swoim MacBooku ma taśmą zaklejony mikrofon i kamerę.
Największym fenomenem Facebooka, za co można podziwiać Marka Zuckerberga, jest to, że dał narzędzie a ludzie sami zaczęli, dobrowolnie, oddawać mu swoje dane osobowe. Nawet dużo więcej: tu się urodziłem, tutaj mieszkam, o tej godzinie byłem tu, tam kiedyś mieszkałem, to jest moja żona, tutaj pracuję, to jest mój pies, do tej szkoły chodziłem, to jest mój nr telefonu, tu jadłem kolację z tą dziewczyną, to jest mój nowy samochód, tej imprezy nie pamiętam bo byłem pijany, na wakacjach byłem tam, z tego szpitala jutro wychodzę, to jest mój przyjaciel, ten pan na zdjęciu obok mnie to … etc.
Dotychczas nie udało się to żadnemu dyktatorowi. Kiedyś trzeba było ludzi pałować, żeby wydobyć takie dane. A teraz wszyscy, dobrowolnie, macie swoje „eSBeckie kartoteki”, przepraszam Timeline się to teraz nazywa.

Do Fejsbrukowca zapisałem się rok temu, ha ha … chcieli nawet ode mnie zdjęcie dowodu osobistego, chyba nie pasowało im moje imię i nazwisko, nr kołnierzyka oraz data pierwszej komunii. No ale kto przy zdrowych zmysłach podaje swoje prawdziwe dane w internecie, zwłaszcza do czegoś takiego. Aaa większość, no to gratuluję. Ja nie jestem większość, nigdy nie byłem.
Jak już zostałem do maszyny wpisany – jak wpadłeś między wrony, to musisz krakać tak jak one. Ale nie ze mną te numery – następny klasyk ;-)
Konto miało mi służyć do podglądu innych profili. Bo to zamknięta maszyna, brak dostępu z zewnątrz. Chciałem się czegoś interesującego dowiedzieć, przeczytać. Korzystam z niego bardzo rzadko, bo ciekawe teksty, wśród durnowatych wpisów i zdjęć typu „słit-dziubek”, czy mój nowy wózek na podjeździe, ciężko wyszukać. Jeśli z Fejsbruka korzystam, to tylko i wyłącznie przez przeglądarkę internetową. Nie instaluję na swoich urządzeniach żadnych programów tej firmy. Miałem kiedyś ŁżeAppa (WhatsApp), po tym jak wywaliłem to w cholerę, poinformowali, że wiadomości już są kodowane. Przepraszam, ale ja już im nie wierzę.
Nie wiem czy konto z Fejsbrukowca usunę, raczej zapomnę o nim. Chyba, że szybciej to zrobią lewackie pieski Marka Zuckerberga, po przeczytaniu tego tekstu. Mam to w dupie, i tak jest na śmieciowym e-mailu.
Aha, z wyszukiwarki Google przestałem korzystać jakieś dwa tygodniu temu. Ale to zupełnie inny temat.
eYee
*Tłumaczenie pierwszych wersów piosenki „Welcome To The Machine” zespołu Pink Floyd.