Historia młodego mentora

W sieci identyfikował się nickiem Mack. Nasze “spotkanie” śmiało mogę wrzucić do worka z tymi wszystkimi przypadkowymi rzeczami, które później okazały się być istotnymi drogowskazami na drodze własnego rozwoju. Jestem pewien, że gdybym w trzeciej klasie podstawówki nie spędzał całych dni na rozstrzeliwaniu Aliantów (bo wolałem MP44 od Thompsona), to jeszcze długo komputer służyłby tylko do grania.

Najbardziej nurtowała mnie jedna myśl — dlaczego koleś, który kończy liceum, chce marnować swój czas na jakiegoś gówniarza? Skąd czerpie cierpliwość do przekazywania wiedzy? Ba, skąd on w ogóle taką wiedzę posiada? To był czas trzeciej podstawówki. Dziesięć lat temu. Do dziś doskonale pamiętam naszą rozmowę na czacie jednego z polskich serwerów w sieciowym Wolfenstainie. Mack poszukiwał ludzi do klanu — ot, typowa sytuacja, jakich wiele. Przynależność do klanu gwarantowała szpanerski przedrostek przez nickiem, dlatego zgłosiłem się niezwłocznie i po kilkudziesięciu minutach testów na jego serwerze zostałem oficjalnie przyjęty. Ależ to była radość.

Razem w klanie mieliśmy… dwie osoby. Nie o grę tutaj jednak chodzi, a o forum, które każdy klan musiał posiadać. Zapewne pamiętacie, jak wyglądały strony internetowe dziesięć lat temu — brzydkie, przejaskrawione, zbyt kontrastowe. Mack natomiast zrobił forum minimalistyczne, z ładnym logo, bez zbędnych bajerów. Puste, bo przecież w klanie było nas tylko dwóch. Dopiero kilka lat później zrozumiałem, że on nie robił tego, bo chciał mieć klan. To w ogóle nie było istotne. Ważny był fakt, że można było coś stworzyć, w czymś się podszkolić, nad czymś popraować. I wtedy ja, ten dziesięcioletni gówniarz, zapytałem:

Jak to zrobiłeś?

Od tego wszystko się zaczęło. Zaczęła kiełkować we mnie potrzeba nauki tworzenia tych wszystkich bajerów, które na forum zrobił Mack. Zaczęło mi świtać, że mam w rękach narzędzie, którym można zrobić mnóstwo ciekawych rzeczy. Ciekawszych od grania. Ciekawszych od tego, co w szkole. Nie wiem, ile czasu zajęłoby mi zajaranie się grafiką i tworzeniem stron, gdybym dziesięć lat temu nie grał na tym jednym z dziesiątek identycznych serwerów. Może rok. Może pięć lat. Może całą wieczność. Nie wiem.

Ziarno wykiełkowało. Na listę najczęściej odwiedzanych stron szybko trafiła zakładka “Poradniki” z gimpuj.info, zaś najwięcej wiadomości na Gadu-Gadu wymieniałem z osobą podpisaną “Mack”. Do dzisiaj właściwie nie wiem, jak on miał na imię, i czy to, co opowiadał o sobie, było prawdą. Jeśli tak, to teraz siedzi gdzieś w Stanach Zjednoczonych, pracując nad sztuczną inteligencją. Jeśli nie, to nie ma to żadnego znaczenia. Już chyba przez całe życie będę pamiętał, jak wiele czasu poświęcił na tłumaczenie mi rzeczy, które teraz wydają się banalnymi błahostkami. Pokazał mi, jak fajne i satysfakcjonujące może być tworzenie czegokolwiek. Nauczył podstaw, które mocno ułatwiły późniejszą naukę. Dla przypadkowego obserwatora ta historia może brzmieć banalnie, ale kiedy ma się dziesięć lat, to taki starszy, ogarnięty kolega urasta do rangi autorytetu. Zwyczajnie chciałem to wszystko umieć.


Coraz częściej łapię się na tym, że kiedy spoglądam w przeszłość, takich przypadkowych sytuacji widzę naprawdę sporo. Nie wszystkie miały duży wpływ na życie, czasami rzeczywiście były to jakieś drobnostki, jednakże z opowiedzianej historii wynikło wiele dobrego. Ot, choćby to, że będąc w połowie podstawówki wiedziałem, co chcę studiować — niektórzy rówieśnicy nie wiedzą tego do tej pory. Na dobre zaprzyjaźniłem się z procesem tworzenia, czy to wpisów, czy stron, czy programów. Z pewnością z czasem dojdą do tego kolejne rzeczy, bo kiedy raz pozna się smak wiedzy, to już zawsze będzie się żądnym pochłaniania jej w coraz większych porcjach.

Mack. Jeśli się kiedyś spotkamy, masz u mnie piwo. Albo dwa. Albo siedem.

One clap, two clap, three clap, forty?

By clapping more or less, you can signal to us which stories really stand out.