iPad może zmieniać świat, ale nie musisz tego robić z jego pomocą


Pół roku temu napisałem o tym jak bardzo iPad pomaga mi w życiu. Ten tekst nigdy się nie ukazał, bo czekał na dzień taki jak dziś. iPad przestał być potrzebny. I raczej ani ja, ani Ty nie będziesz go raczej potrzebować.



Mój iPad

Używałem iPada mini z retiną ponad rok. Poza oczywistą konsumpcją internetu, służył mi również jako:

  • notatnik
  • narzędzie do zarządzania projektami via Trello
  • wygodne zarządzanie kalendarzem
  • zeszyt do bazgrania szybkich rysunków
  • narzędzie do prezentacji w wąskim gronie
  • clicker z notkami podczas prezentacji w Keynote

To co cenię w iPadzie to możliwość walnięcia się na kanapie z komputerem w jednej dłoni. Tak, iPad może pełnić rolę typowego komputera. Obsługa maili, tworzenie prezentacji, pisanie tekstów czy nawet montaż prostych filmów i muzyki to nie problem nawet na takim miniaczu jak mój. Można naprawdę wiele wyczarować.

Swego czasu nawet zakodowałem kawałek wordpressa przy pomocy codeanywhere. Oczywiście tak jak w mojej pracy nie odpalę pełnego Photoshopa, tak inne narzędzia nie są swoimi pełnymi wersjami, a i interfejs dotykowy ma swoje wady. Wszystko zależy jak wiele oczekujecie od zastosowań iPada. Niemniej jednak przy odpowiednim trybie pracy i zmianie niektórych nawyków można sobie pozwolić na tryb pracy #ipadonly. Ale są o tym książki. Więc bez przynudzania.

Dlaczego nie potrzebuję iPada

Ostatnio iPada używam głównie do prasówki Zite, Issue, iMagazine i inne. Czasem jakieś książki, ale na dłuższe teksty wolę Kindle’a. Prym wśród moich narzędzi wiedzie Pocket. Nadrabiam dzięki niemu wszystkie teksty z całego tygodnia i póki co robię to głównie na iPadzie. Poza czytaniem mam niewiele zadań dla iPada. Notatki zacząłem prowadzić odręcznie i wzbogacać je o obrazki (myślenie wizualne i te sprawy) — na papierze mi najwygodniej. Maile i kalendarz ogarniam w telefonie, bo zawsze mam go pod ręką. Wprowadziłem też taką organizację dnia, że gdy komputer jest zamknięty to nie pracuję (wiadomo nie dotyczy spotkań, kursów i edukacji). Wobec takiego postanowienia wszystkie zadania związane z pracą wypadły z iPada.

Swego czasu próbowałem ratować przydatność mojego mini z pomocą programu Duet. Dzięki tej appce iPad może służyć jako drugi ekran. Nie przekonałem się jednak do tego rozwiązania. Odczuwałem wyraźne lagi, a obraz rzutowany na iPada był po prostu wyraźnie gorszy od tego natywnego. Rozwiązanie fajne, ale nie kupiłem tego.

Jest jeszcze jedna wada. Zacząłem używać iPada wspólnie z żoną. Brak profili był jednym z gwoździ do trumny. Świetnie pracuje się z Pinterestem na iPadzie. Problem w tym, że ciągłe logowanie się do appki na przemian z żoną jest na dłuższą metę irytujące. Inne social media — podobnie. Gmail, Drive… nawet nie chce mi się mówić. Pomijam fakt powtórzonych powiadomień w Facebooku czy Twitterze. Za dużo tego.

I mamy iPhone’a 6. Początkowo nowy telefon Apple był dla mnie za duży. Nieporęczny względem 5C. Z czasem okazało się, że coraz więcej zadań względem iPada przejął właśnie on. Może być clickerem w prezentacji, wygodnie się na nim pisze (iA Writer, Notatki, Przypomnienia), o mailach i kalendarzu pisałem wcześniej, a i do Trello spokojnie wystarcza.

Czy są powody by używać iPada?


Z pewnością tak. Wygodnie go zabrać do kuchni z przepisem na ekranie. Przeglądanie kolorowych publikacji prasowych będzie zawsze wygodniejsze niż na ekranie komputera. Zmieści się w każdym plecaku. Jest poręczny. Ale inne zastosowania?

Gry? Obejdę się bez nich (choć ZenPinball na iPadzie uwielbiam). Poważnych narzędzi użytkowych nie ma, tu ciągle wygrywają duże komputery. Do głowy przychodzi mi jeszcze oglądanie Youtube’a. To wszystko to ciągle za mało by trzymać i wozić iPada. Przynajmniej dla mnie.