Mały wielki test wearables. Część 1. Jak skończył mój Fitbit?

Przedwczoraj miała miejsce premiera nowych Fitbitów — Charge 2 i Flex 2. Możesz poczytać o tym tutaj (antyweb), lub tutaj (techcrunch).

To przypomniało mi o tym, że niecałe 2 lata temu Fitbit stał na czele mojej listy “must have” jeśli chodzi o opaski fitness. Po zakupie modelu Charge i ponad roku używania nie jest już to jednak aktualne.

Od momentu kupna Fitbita używałem jeszcze 2 opasek - Huawei Band i Xiaomi Band 2. Pokuszę się zatem o małe porównanie tych 3 urządzeń.

Jak skończył mój Fitbit?

Po niecałym roku mój Fitbit Charge nie wyglądał zbyt atrakcyjnie.

Niestety źle. Dosłownie rozpadł się na kawałki. Przez 3 miesiące trzymał formę, wyglądał naprawdę reprezentacyjnie, ale później zaczął pęcznieć (pod gumą z której jest zrobiony tworzyły się bąble), a później pasek (niemożliwy do wymiany) zaczął się po prostu odklejać od mechanizmu.

Czy był nadużywany?

Bieganie, rower. Tak naprawdę ewentualny wycisk dostawał tylko podczas grania w piłkę nożną. Naturalna murawa, wślizgi — fitbit mógł tego nie polubić.

W międzyczasie kupiłem jednak także egzemplarz dla żony z którym działo się dokładnie to samo co z moim (też był wykorzystywany aktywnie, ale nie w sportach kontaktowych :) ).

Po kilku miesiącach oddałem swoją opaskę do reklamacji i tutaj muszę przyznać, że Fitbit zachowuje się wzorowo. Wystarczy tylko przesłać zdjęcia uszkodzonego urządzenia i dowodu zakupu, a z miejsca wysyłają Ci nowe urządzenie. Cóż z tego, jeśli nowy miał taką samą żywotność gumowych części.

Na pewno wielką zaletą Fitbita jest aplikacja. Prosta, przejrzysta, często aktualizowana i estetyczna. Do tego motywująca (nawet nie sądziłem, że fitbitowych badge’y będzie mi tak brakować — a jednak!). Tutaj wszystko jest na jak najwyższym poziomie. Zresztą nie tylko tutaj, opaska ma szereg innych zalet (świetny design, widocznie lepszy niż w innych urządzeniach pomiar snu i kalorii), nie broniła się jednak w tej najważniejszej — trwałości i jakości wykonania samego urządzenia.

Podsumujmy recenzję krótką listą plusów i minusów Fitbit Charge 1.

  • Aplikacja — przemyślana od początku do końca, badge (nawet nie zdawałem sobie sprawy, że to tak angażujące. Naprawdę fajnie jest dostać od czasu do czasu powiadomienie, że przeszło się np. Włochy po obwodzie :) .).
  • Sama opaska jest stylowa i ładna.
  • Intuicyjne i wygodne sterowanie za pomocą jednego przycisku.
  • Liczy kroki nawet przy wolnym chodzie (np jak idziesz z dzieckiem za ręke), czy prowadzeniu wózka (dla lubiących się ruszać rodziców lepszej opaski nie znajdziecie).
  • Dobrze oblicza odległość pojedynczego kroku.
  • Kalorie wyliczane są nie tylko na podstawie przebytej odległości, ale na podstawie średniego spalania dziennego.
  • Bardzo dobrze mierzy sen — Fitbit zazwyczaj wiedział o której idę spać i o której się budzę. Wierzcie, że to naprawdę wyjątek w opaskach tego typu :) .
  • Bateria — trzyma około 5/6 dni. Mniej niż podaje producent, ale to wciąż na tyle sporo, żeby nie było irytujące.
  • Brak wodoodporności.
  • Rozlatuje się po pół roku niezależnie od intensywności użytkowania (a nie można wymienić samego paska).
  • Potrafi naliczać kroki np. jak myjesz zęby (problem szczególnie jak się go nosi na ręce wiodącej).
  • Lag ok. 5–6 sekund przy powiadomieniu o telefonie. Ze względu na małe dziecko (które często śpi), telefon zawsze mam wyciszony — opaska miała rozwiązać problem nieodebranych połączeń ;). Fitbit akurat tego nie zrobił. Powiadamiał mnie zwyczajnie za późno.
  • Brak powiadomień z innych kanałów (tylko powiadomienia o tym, że ktoś dzwoni).

Kupować czy nie?

Najważniejsza jest trwałość opaski — więc tego modelu zdecydowanie nie polecam. Natomiast jeśli to zostało poprawione w kolejnych wersjach to zdecydowanie TAK. Reszta jest na naprawdę najlepszym poziomie. Tak czy siak z nowymi Fitbitami Charge 2 i Flex 2 odczekałbym kilka miesięcy, aż pojawią się pierwsze raporty o problemach z samym sprzętem (np info o rozpadającym się fitbit charge jest naprawdę sporo). Choć tutaj może nie będzie to aż takim problemem, bo same paski są wymienialne.

Za tydzień — kolejny odcinek testu — subiektywna recenzja opaski Huawei Band.

One clap, two clap, three clap, forty?

By clapping more or less, you can signal to us which stories really stand out.