Maski

Każdego dnia rano budzi mnie iPhone. Otwieram wtedy jedno oko, celuję w napis na ekranie sugerujący, że uda mi się jeszcze dziesięć minut zdrzemnąć. Jak dobrze pójdzie to zdążę jeszcze usnąć zanim zadzwoni kolejny raz. A jak mam dobry dzień to go w ogóle nie usłyszę. W końcu budzę się i wstaję z łóżka, po czym udaję się do łazienki, żeby umyć zęby i wziąć prysznic.

Mój początek dnia wygląda jak u większości ludzi na świecie.

Udaję się do wspomnianej łazienki, aby wyszorować co trzeba. Włosy muszą być proste, a ząbki kręcone… albo odwrotnie. Kobiety dodatkowo jeszcze nakładają swoją maskę i modelują włosy, a faceci czasami się golą. Potem pozostaje czas na założenie majtek, koszuli lub koszulki, spodni i skarpetek. W zimie jeszcze przydają się rękawiczki, szalik i kurtka. Na koniec na nogi trafiają buty i wychodzę do pracy. Jeśli przypadkiem nie zaliczę zbyt wielu drzemek to od święta zdarza się nawet mi zjeść śniadanie przed wyjściem. Nie pamiętam kiedy to ostatni raz robiłem…

Po krótkim spacerze na parking, wsiadam do samochodu i jak szczęście sprzyja to nie trzeba skrobać szyb, a silnik odpala za pierwszym razem. Włączam się do ruchu i już na pierwszych światłach mnie szlag trafia. Czemu ten człowiek przede mną, wiedząc że zaraz światła się zmienią, dopiero szuka biegu po tym jak świeci się zielone?! Klakson. Drugi. Trzeci. Wrocławska szkoła jazdy. Ponoć każde miasto ma specyficzne zachowania. W Warszawie jest to pokazywanie znaku pokoju nawet jak się wymusiło pierwszeństwo lub popełniło jakiś błąd; we Wrocławiu się po prostu trąbi i niewielu się tym obrusza. Ta tradycja zapewne zawitała z Włoch… Po parunastu (w dobry dzień) lub parudziesięciu (w zły, kiedy na przykład spali się most) minutach dojeżdżam do celu, wkładam za szybę identyfikator mobiParking i włączam co trzeba w SkyCashu. Jeśli zapomnę to dochodzi później do tego skrupulatne pozbywanie się specjalnego pozwolenia od władz na parkowanie niekoniecznie za darmo…

Po dotarciu do biurka włączam komputer, uruchamiam niezbędne aplikacje i zaczynam robić co do mnie należy. W tym momencie zakładam również swoją maskę, w której spędzam resztę dnia. Maskę fałszu, spod której się uśmiecham i traktuję dzień jakby był najlepszym w moim życiu. Maskę oczekiwaną, w której jestem radosny, wesoły i człowiekiem wielkiego sukcesu — tak jak inni tego ode mnie wymagają. Mam przecież problemy pierwszego świata, w których nie wiem czy dokonałem dobrego wyboru kupując iPhone’a 6 zamiast 6 Plus (lub odwrotnie). Profesjonaliści te problemy oczywiście rozwiązują w najprostszy możliwy sposób — kupują oba modele. Zakładam tę swoją maskę i staram się myśli zapełnić pracą, czasami odrywając się od niej, aby nacieszyć się też życiem innych ludzi spektakularnego sukcesu. Piszę, tworzę, odpowiadam, mailuję, obrabiam, montuję, tweetuję, facebookuję (żartuję), periscope’uję, a jak nadejdzie odpowiedni moment to idę na tron i włączam YouTube’a. Oczywiście na iPadzie. Złotym. Bogactwo.

Dzisiaj jednak tej maski nie założyłem.

Bo mi się nie chciało.

Bo czasami mam jej dość.

Bo pierdolę.



Originally published at www.makoweabc.pl.

One clap, two clap, three clap, forty?

By clapping more or less, you can signal to us which stories really stand out.