Zródło: Creative Commons

Nos w powieści czy powieść w nosie?

Polacy czytają coraz mniej. Mimo początkowego wzrostu liczby przeczytanych książek w latach 2012–2014 okazało się, że w 2015 roku książkę w Polsce przeczytało tylko 37% badanych.

Kiedy w 2015 roku informacje o spadających wskaźnikach czytelnictwa zaczęły docierać do opinii publicznej niektóre instytucje zaczęły prowadzić własne, różniące się metodologią, badania i udostępniać raporty weryfikujące publikacje Biblioteki Narodowej. Zebraliśmy i przeanalizowaliśmy, co na temat trendów czytelniczych ostatnich lat mają do powiedzenia takie ośrodki jak Instytut Monitorowania Mediów, Polska Izba Książki, Najwyższa Izba Kontroli czy nawet portal Ceneo. Każdy z nich bowiem sprawdzał inną gałąź czytelnictwa w Polsce: rynek książki czy nawyki czytelnicze.

Ambicje i problemy

W 2013 roku Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego wprowadził Narodowy Program Rozwoju Czytelnictwa na lata 2014–2020. Sztandarowy program ministerstwa obejmuje swoim zasięgiem najważniejsze obszary powiązane z czytelnictwem i obecnością książki na rynku. Istotnym elementem programu są działania zmieniające i wzmacniające rolę biblioteki jako podstawowej przestrzeni kontaktu z literaturą oraz działania służące udostępnianiu legalnej książki w Internecie. Za jego realizację odpowiedzialny jest Instytut Książki i Biblioteka Narodowa.

Mimo dużego potencjału program nie przynosi jednak oczekiwanych rezultatów. Wsparcie dla bibliotek publicznych jest niewystarczające; przyczyną tego jest często brak pomysłu na funkcjonowanie instytucji kultury a zwłaszcza bibliotek. W epoce postępującej cyfryzacji nie mogą one spełniać wyłącznie funkcji „wypożyczalni książek” lecz muszą także promować nawyki czytelnicze i upowszechniać wiedzę o roli kultury wśród lokalnej społeczności. Brak pomysłu i wiążące się z tym niewystarczające nakłady nie są jednak jedyną bolączką naszego czytelnictwa. Na łeb na szyję spadają też wskaźniki czytelnicze. W porównaniu z krajami Unii Europejskiej Polska wypada po prostu słabo.

W 2013 roku z bibliotek publicznych korzystało 25% badanych. W tym samym roku w Szwecji było to 75%.

Pokazuje to, że literatura czy też same książki nie odgrywają istotnej roli w naszym życiu. Mówiąc wprost: Polacy nie mają nawyku czytania.

Warto też odnotować, że większość przeprowadzonych badań bazuje na książce papierowej jako jedynym źródle czytelnictwa. Czy można bez żadnych konsekwencji pominąć tak ważny segment, jakim są audiobooki i e-booki? Oczywiście, dobrze wiemy że udział książek elektronicznych w rynku jest niewielki i waha się w granicach 2–3%. Nie patrzmy jednak na rynek, niestety w kontekście dostępu do różnego rodzaju treści elektronicznych przyzwyczajeni jesteśmy do źle pojętej darmowości. Zamiast na rynek spójrzmy na zjawisko, jakim jest czytelnictwo elektroniczne. W kwietniu 2016 roku portal Ceneo.pl postanowił zbadać internautów, jako głównych odbiorców tekstu w wersji elektronicznej. 15% z nich zadeklarowało, że nie kupuje książek. Wśród najczęstszych powodów wymieniają wysoką cenę książek i ich własną niechęć do czytania. Jednak zdecydowana większość, aż 85% ankietowanych sięga po literaturę, w tym 23% pytanych kupuje ją raz w miesiącu, a 35% raz na kwartał. Wyniki te nijak mają się więc do „tradycyjnych” raportów. Bo pomimo, że książki kupuje marginalny odsetek badanych to czyta ponad ¾ respondentów. A skoro nie chodzą do bibliotek (jedynie 25% badanych) i nie ukrywajmy — nie kupują książek (23% badanych) — to jak zinterpretować wysoki (85%) wskaźnik sięgania po literaturę?

Czytelnik w świecie online

Oczywiście, założyć można że za sięganie po literaturę odpowiedzialni są kucharze i kucharki, namiętnie eksplorujący przestrzeń literatury o gotowaniu. Zamiast tego jednak przyjrzyjmy się jaką postawę przyjmuje czytelnik w świecie online.

Treści umieszczane w Internecie są coraz krótsze. Artykuły mają coraz mniej znaków, struktura tekstów jest uproszczona. Odbiorcom przyzwyczajonym do takiej formy trudno jest skoncentrować się na czytaniu tradycyjnej książki, której forma i zawartość w znacznym stopniu odbiegają od standardów, do których zdążyli się przyzwyczaić.

Paradoksalnie, jak wynika z badań przeprowadzonych przez Instytut Monitorowania Mediów od początku 2015 roku w mediach społecznościowych pojawiło się 67 tys. deklaracji czytelnictwa.

Użytkownicy Internetu chętnie więc dyskutują o przeczytanych tytułach, dyskutują o lekturach i polecają sobie nawzajem co lepsze książki. Jak wynika z badań to właśnie Internet pełni główną rolę w promocji czytelnictwa. Badani podkreślali zwłaszcza istotną rolę Twittera w promocji i przekazywaniu wiedzy o wartościowych, polecanych lekturach. Biorąc pod uwagę ten wynik media społecznościowe mogą okazać się szansą dla instytucji, bibliotek i wydawców do nawiązania relacji z potencjalnymi czytelnikami. Oczywiście, jeśli będą lepiej wykorzystywane: a mamy tu do czynienia z problemem złożonym. Czy wszystkie biblioteki, które zna Czytelnik, mają chociażby katalog online? O stronie w mediach społecznościowych i aktywnej promocji czytelnictwa nawet w rodzaju facebookowych akcji pt. ”bibliotekarz poleca” nie wspomnę. A dobrych pomysłów na promocję czytelnictwa w sieci jest wiele.

Co czytamy?

Polacy najchętniej czytają powieści i opowiadania, deklaruje to ponad połowa respondentów ankiet. W następnej kolejności badani wskazują na kryminały i literaturę grozy, w dalszej kolejności znajdują się fantastyka i literatura faktu. Wśród najczęściej kupowanych tytułów w 2015 roku znalazły się w końcu takie książki jak „Księgi Jakubowe” Olgi Tokarczuk, saga „Wiedźmin” Andrzeja Sapkowskiego oraz „Beksińscy. Portret podwójny” Magdaleny Grzebałkowskiej. A jak jest z książkami wypożyczanymi? Dane dostępne w BDL (Banku Danych Lokalnych) mówią więcej o liczbie wypożyczeń niż samych wypożyczonych tytułach. I tak za okres 2012–2015 wypożyczenia w regionie południowym (województwa śląskie i małopolskie) spadał z 18,1 do 17,5 wypożyczonych woluminów na jednego czytelnika, podobny trend utrzymuje się w pozostałych regionach kraju. Analizując wskaźnik wypożyczeń warto zauważyć korelację związaną ze statusem ekonomicznym regionów: najbogatszy, region centralny (w którego skład wchodzi Warszawa) poszczycić się może najmniejszą liczbą wypożyczonych woluminów.

Na czele rankingu znajdują się zaś wschodnie i południowe województwa kraju.
Flickr: Christopher (CC)

Kiedy i jak czytamy?

80% aktywnych czytelników sięga po książkę wieczorem. Wtedy najłatwiej znaleźć spokojną chwilę i zagłębić się w lekturze. Z drugiej strony aktywny czytelnik nie przepuści żadnej okazji, żeby przeczytać chociaż kilka stron. I tak czytamy w tramwajach, kolejkach, miejscach publicznych. Akcje takie jak Czytanie w Tramwaju (Gdańsk, Kraków), Książka w Podróży (połączenia kolejowe między miastami wojewódzkimi) czy Poczytaj mi Wrocław cieszą się rosnącą popularnością. Jak wynika z badań lubimy też planować nasze obecne i przyszłe czytelnictwo. Mamy swoją listę lektur, które chcemy przeczytać. Najczęściej można na niej znaleźć pozycje z gatunku fantastyki, kryminału, sensacji lub horroru. Jest to więc zbieżne z wynikami badań dotyczących najczęściej kupowanych książek i obecności literatury w sieci.

Co z ebookami?

Zwolennicy ebooków jako alternatywy dla książek w wersji papierowej podkreślają wygodę ich użytkowania. Lepiej sprawdzają się w podróży i można je kupić bez wychodzenia z domu i wycieczki po księgarniach. Jednak nawet sami zwolennicy e-booków krytykują tę formę czytelnictwa. Uważają, że ich cena jest zbyt wysoka, w tekście występują literówki i zakłócenia podczas wyświetlania ilustracji. Zbyt wysoka cena może być odpowiedzią na wysoki odsetek nielegalnych pobrań e-booków z sieci; prawie co drugi użytkownik przyznaje się, że do tego typu działań.

Czytelnictwo mamy w nosie

Nie jest łatwo zbadać przyczyny kryzysu czytelnictwa. Zazwyczaj bada się tych, którzy już czytają i dopiero na tej bazie wyciąga wnioski. Ewentualnie analizuje się dane pochodzące z instytucji. Nikt przecież nie zapyta stojącego na przystanku człowieka: czemu Pan/Pani nie czyta książek? Pewnie też nikt z zagadniętych w ten sposób nie odpowie: bo nie lubię/nie ma nic ciekawego/to strata czasu. Jeśli bowiem chodzi o czytelnictwo i literaturę mamy w Polsce do czynienia z kuriozalną sytuacją: książki i literatura wiążą się z pewnym, określonym jako wysoki, statusem społecznym. Książki czyta się albo dlatego że się to po prostu lubi albo dlatego, że wypada mieć na półce w salonie piękne, bogato zdobione wydanie Pana Tadeusza (też takie mamy).

W czytaniu książek nigdy nie chodzi o samo czytanie.
Flickr: Pimthida (CC)

Nie da się ukryć, że czytelnictwo i jego poziom wiąże się z szeroko pojętymi aspektami rozwoju społeczeństwa. Dobrze widać to, analizując dane dotyczące wypożyczeń książek w różnych regionach kraju: jak zostało wspomniane, najwięcej czyta się w tzw. Polsce „B”, na ścianie wschodniej i południowej. Biorąc to pod uwagę, strategię rozwoju czytelnictwa wpisać należy w długofalowy plan rozwoju społecznego i aktywizacji Polski lokalnej. Sytuacja bowiem w dużych miastach wojewódzkich takich jak Kraków, Poznań czy Warszawa jest, mimo zmiennych trendów, dość stabilna i dobra. Wpływa na to duża liczba studentów a także fakt, że nowi mieszczanie pretendują do kultury wyższej a jedną z jej przejawów jest bycie na bieżąco z popularnymi tytułami. Skutecznie promować czytelnictwo, rozwijać lokalne instytucje kultury i uczyć nawyków czytelniczych trzeba w mniejszych miastach — to tam instytucje takie jak biblioteki czy nawet księgarnie promować muszą literaturę jako narzędzie umożliwiające nie tylko miłe spędzenie czasu ale też nabycie umiejętności i wiedzy, które pozwalają osiągnąć sukces. Jak to zrobić? Chociażby prowadzić badania dotyczące czytelnictwa i roli literatury w mniejszych ośrodkach: tam pytać co zrobić, żeby książki znów stały się modne nie tyko jako element dekoracyjny mieszkań.

Michał Kłosowski, Anita Żurek