Odwaga

Stała w kącie, gdzieś pomiędzy ścianami a podłogą tak, że sufit wydawał się niebem niedosięgalnym i dalekim od wszystkiego a już na pewno od doskonałości czy szczęścia. W cieniu tych płaszczyzn, jakby w nieeuklidesowej przestrzeni, gdzie wszystkie spirale są równoległe. I było jakby wilgotno a jakby pustynia a może to była pustka. Tak, że nawet grzyb na powierzchniach płaskich i nie tylko się chował.

https://unsplash.com/@rayhennessy

I odważała, bo żyła odwagą, bo inaczej sobie wyobrazić nie mogła. Ani tego kąta (pomiędzy równoległymi spiralami) ani niczego innego. A już na pewno nie tego nie-bo-sufitu.

Odważała. Brała je po kawałku, choć czasami i całe. Jedno po drugim, połówka po złamanym i po-wykręcanym kawałku. I kleciła i lepiła jak z gliny czasem a czasem jak z dymu, nieistotne, efekt końcowy się liczy przecież. A światło było sztuczne, takie dokładnie, przed jakim ostrzegają nas amerykańscy a czasem też inni, ale wszyscy poważni do bólu, do cna, do końca, jakby ten koniec był końcem wszystkiego, taką czarną dziurą. Ale do nich to nie docierało.

Leptony i kwarki i inne fotony tego sztucznego, chociaż one jak najbardziej prawdziwe, unoszone były przez wiatr pomiędzy tymi ścianami, w tym kącie, tam, gdzie odwaga się działa na żywo ale bez kamer. Czy to w takim razie rzeczywiście na żywo? Żywoczyście?

A ona te ulepione, sklecone z dymu jak patchworkowa rodzina rzucała na ten wiatr. A on je niósł a one szybowały, chociaż częściej upadały gdzieśtam zimpetemnagłowynasercanamózgikaleczącraniąckrzywdząckrzycząc. Opowiadając, odpowiadając, ale częściej pytając.

Bo wiatr był leniwy. A ona w kącie, w świetle sztucznym, jakby słońca nie było. A może bo nie chciała patrzeć, czuć ciepła. Wstydziła się promieni, bo muskają. Może niekoniecznie tam, gdzie mają.

Odważała, bo sama tą odwagą była, bo może nic innego nie ma poza tym a jeśli tak to trzeba tę pochodnię nieść pomimo, że światło sztuczne. I z jej dymu klecić, odważając uważnie, badając każde-z-każdej strony oglądając. Nieufnie, nieporadnie, niekoniecznie. Nieczyście. Wieczyście.

I pozwalała im lecieć.