Per­so­nal bran­ding — a jak jest naprawdę?

Na początku napi­sa­łem tutaj o waflo­wa­niu się na even­tach bran­żo­wych w dużych mia­stach. Ale potem stwier­dzi­łem, że temat nad­uży­wa­nia kre­owa­nia się na zaje­bi­stego jest nieco szer­szy i nie warto się ogra­ni­czać.

Pozwól­cie, że zacznę od tego, skąd się bie­rze moja myśl

Ostat­nio, coraz czę­ściej, w sumie już parę razy dzien­nie sły­szę, że robię fajne rze­czy. To bar­dzo miłe i faj­nie doświad­czać uzna­nia, które wynika z sym­pa­tii, nie pod­li­zy­wa­nia się. Ale ja nie był­bym sobą, bez trud­nych pytań. I tak zadaję pyta­nie: „Ale co ja takiego faj­nego robię?”.

Potem ktoś odpo­wiada, że widział, że coś tam orga­ni­zuję. No faj­nie, spoko, ale wie­cie, przy­sze­dłem do tego tematu na gotowe i na moim miej­scu mógłby być każdy, więc pytam o to, co jest faj­nego, w tym, co rze­czywiście zrobi­łem ja.

Tutaj zaczy­nają się schody, bo mało kto jest w sta­nie odpo­wie­dzieć na to pyta­nie. Tak naprawdę, gdy­bym trzy­mał tego fejsa w ryzach, tak, jak robię to dziś i umie­jęt­nie się chwa­lił, co rów­nież robię dziś. A jed­no­cze­śnie nie robił nic cie­kawego, to śmiem twier­dzić, że więk­szość i tak, by uznała, że to jest zaje­bi­ste.

Moim celem nie jest tutaj kogoś obra­żać. Ale zwró­cić uwagę na to, że żyjemy w na tyle śmiesz­nych cza­sach, że 19-latka można postrze­gać, jako czło­wieka suk­cesu, na pod­sta­wie kilku 140-zna­ko­wych sta­tu­sów w Inter­ne­cie.

To nie jest tak, że tego nie chcę i moim celem też nie jest narze­ka­nie na coś, co zawsze robi­łem. Ale uwa­żam, że był­bym nie fair, gdy­bym nie mówił o tym, jak jest naprawdę. Bo naprawdę nie jest wcale tak kolo­rowo.

Zaraz będzie pierw­sza w nocy, gdy piszę ten tekst i tak naprawdę moją jedyną chwilą dla sie­bie dziś, była kon­sump­cja zestawu w macu kupio­nego z kupo­nów. No high­life 😂

I to jest bar­dzo zabawne.

Rozu­miem, że każdy z nas chce wie­rzyć w mity. Ja na przy­kład po 2 mie­sią­cach solid­nej pracy, na­dal myślę, że nie dora­stam do pięt moim auto­ry­te­tom, bo tacy Ci ludzie są zaje­bi­ści. (Tak, to mit)

Jed­nak, zwra­caj szcze­gólną uwagę na to, co czy­tasz i jak na to reagu­jesz, gdy sie­dzisz sobie wie­czo­rem w tych social mediach. Nie dla­tego, że wszę­dzie jest spi­sek i kłam­stwo. Ale dla wła­snego zdro­wia psy­chicz­nego, lepiej jest nie patrzeć się w innych, jak w obra­zek. Zamiast podzi­wiać, sza­nuj.

Chyba za późno to piszę, bo już teraz żebra­nie o uwagę przez moich nie­któ­rych rówie­śni­ków oraz, co cie­kawe, ludzi ode mnie star­szych jest tak silne, że zaraz mi chyba wysko­czą z lodówki.

Rozu­miem, że każdy chce być fajny, gwiazdą itd. Ale jeżeli rze­czywiście chcemy coś zna­czyć, to musimy rze­czywiście coś robić, a robie­nie cze­goś na serio nie dzieje się wtedy, gdy nagry­wasz z tego live’a na Face­bo­oka, tylko wtedy, gdy social media i inne formy piesz­cze­nia się po ego odkła­dasz na drugi tor. Sku­piasz się na tym, co jest do zro­bie­nia i to robisz. Bo lepiej raz na jakiś czas pochwa­lić się czymś naprawdę zna­czą­cym, niż cią­gle budo­wać pustą legendę.