Przed demokracją zachowaj nas Panie

Biurokracja i rządy elit w UE są złe. Tak już się zwykło w naszej zbiurokratyzowanej Europie twierdzić. Dotyczy to zarówno urzędników jak i klasy politycznej, do samej góry.

Często wysuwa się argument, że przywódcy unijni nie są wybierani i nie mają mandatu do sprawowania władzy. To prawda. Jest to cena, którą płacimy za merytokrację (roboczo i życzeniowo tak staram się na to patrzeć). Rządy oparte o merytoryczne przesłanki, wyłaniane mechanizmami z klucza wiedzy i doświadczenia. Czasem skuteczne, czasem nieudolne, zawsze narażone na zarzut elitarności i nie-demokratyczności.

Przykładem tutaj może być trzon (prawie) każdej dyskusji z przeciwnikami unii, w której pojawia się różnica zdań między reprezentantami organów unijnych a reprezentantami poszczególnych krajów. Ci drudzy zawsze w zanadrzu mają argument o swoim mandacie społecznym…

Inaczej jest w sytuacjach budowania władzy i elit w przestrzeniach stricte demokratycznych. Demokracja bezpośrednia, tak mocno zdefiniowana, jak np. w USA, daje rządzącym bardzo silny mandat społeczny. I jest on poddawany ciągłej kontroli. Nie oznacza to, że czynniki merytoryczne są nieistotne. Wręcz przeciwnie.

Do niedawna, po stronie obu głównych partii w polityce amerykańskiej, czynniki merytoryczne, działały bardzo skutecznie; w formie subtelnych, nieformalnych wpływów. Think-tanki, wpływowe rodziny, profesjonalne lobby (oczywiście skutki tych wpływów nie są jednoznacznie przez wszystkich oceniane jako dobre, zwłaszcza, że często są powiązane z interesami poszczególnych grup wpływających). Ale ostatnio przestrzeń publicznego dialogu w Stanach Zjednoczonych wygląda podobnie jak w innych skręcających na prawo krajach świata. I wydaje się, że subtelny wpływ elit na populistyczną większość nie wystarcza, w kontekście zbliżających się wyborów.

Częste porównywanie merytorycznych biurokratów z Europy, którzy mandatu społeczne mogliby nigdy nie uzyskać, z politykami w USA, którzy pochodzą z wyboru społecznego, poprzedzonego silną merytoryczną akceptacją elit, pokazywało siłę kultury politycznej USA. Trawa jest zieleńsza u sąsiada, to pewne. Tym bardziej jak ogląda się ją głównie w podkolorowanych wiadomościach.

To, co jest widoczne w ostatnich miesiącach, pokazuje nam jednak zasadniczą słabość tego systemu. W mojej opinii słabość bardzo znaczącą. W czasach niepokoju na świecie — a wydaje się, że teraz mamy właśnie takie czasy — kiedy nacjonalizmy, ksenofobie i szowinizmy podnoszą głowę, mandat społeczny nie jest czymś, co powinno nas cieszyć. Bo w takich niebezpiecznych czasach społeczeństwa głupieją i wybierają wariatów, głosują z klucza przepełnionego strachem i kompleksami.

Dlatego, paradoksalnie, największym naszym zmartwieniem powinno być to, czy biurokracja unijna jest na tyle silna, aby przeciwstawić się dramatycznym skutkom demokracji bezpośredniej w USA czy krajach UE. Czy wpływy międzynarodowe znienawidzonych “systemowców” unijnych będą w stanie przeciwstawić się wpływom nacjonalistów z Rosji, USA, Francji, czy UK. Bo właśnie ci biurokraci nie muszą się podlizywać wyborcom i spełniać ich obietnic w głupich czasach.

Jest to bardzo niebezpieczny wniosek. Aby ratować świat przed wojną, módlmy się aby mniej demokratyczne instytucje (świata zachodniego) miały większą siłę niż bardziej demokratyczne…

Być może, prawdziwą jest teza, że jednym z głównych zadań dziejowych Unii Europejskiej to obrona naszego świata przed kolejną wojną, a nie budowanie dobrobytu za wszelką cenę. Bo ten dobrobyt wygląda ostatnio na strasznie narodowy i otoczony murem.

Inną sprawą jest to, że jeżeli euro-elitarna niechęć do wojny nie przekona reszty świata, to ta sama euro-elitarna niechęć do wojny skutecznie pozbawiła nas armii w Europie przez ostatnie kilkadziesiąt lat i nie mamy w tej wojnie argumentów.

Do końca nie wiemy, czy tez względne bezpieczeństwo cywilizacji zachodu pochodzi bardziej od dyplomacji i spokoju UE, czy tez od możliwości silniejszego partnera jaki są Stany Zjednoczone. Czy też w ogóle nie ma takiego bezpieczeństwa…

Ale to już zupełnie inna sprawa.

Show your support

Clapping shows how much you appreciated Łukasz Kozłowski’s story.