Robimy backup urządzeń, których nie ma.

Kopia zapasowa, kiedy w życiu straci się troszeczkę ważnych danych z błahych dość powodów, jakimi są chociażby wirusy komputerowe, lub z trywialnych jakim jest o jeden shift + del za daleko, to czynność nazywana bakapem potrafi stać się nawet lekkim obłędem.


I tak oto ja, ponad miesiąc temu stanąłem twarzą w twarz z przeprowadzką z ośmioletniego komputera na nowy. To co uzbierało się na już raz wymienianym dysku jest niezłą kolekcją materiałów wszelkiej maści. Od zdjęć do filmów, dokumentów, parunastu projektów i małych skarbów czekających na odkrycie za parę miesięcy, może lat. Katalogując to wszystko i porządkując natknąłem się na kopie zapasowe moich starych urządzeń, jakimi były poprzednie komputery, systemy operacyjne i oczywiście telefony komórkowe.

Zdmuchnąłem kurz z katalogów… dosłownie.

I zaczęło się przeglądanie, a dokładnie sprawdzanie z jakiegoż to urządzenia wydobył się owy backup, bo zazwyczaj poza właśnie tym wynalazkiem dostępu do zawartości nie ma. Nokia 6300, sprzed siedmiu lat, zapewne standard jak zdjęcia, kontakty, smsy do których po zmianie telefonu nie wróciłem ani razu. I tak następne, i następne i nigdy nie otwierane, przywracane po wygenerowaniu. Oczywiście zdjęcia i filmy znajdowały się także osobno w innym miejscu komputera, ale te bakapy dały mi wyjątkowo do myślenia. Ba, nawet znalazłem kopię z programu pocztowego, wszystkich maili, programu który już nie istnieje.

Zrobiłem kopię zapasową urządzeń, których już nie ma.

I dziękować Bogu za to, że nigdy podczas użytkowania nie były potrzebne, ale jaki był sens robienia tego wtedy podczas zmiany np. telefonu, wiedząc, że nowy model jest całkiem innej firmy i z innym systemem operacyjnym i że nie da się tego w żaden sposób pożenić? Był…

To cholerne poczucie bezpieczeństwa.

I nawet teraz wiedząc, że moje kontakty synchronizują się z jednym serwerem, zdjęcia z drugim serwerem, smsy jeszcze z innym, choć już częściej i tak korzystamy z komunikatorów, których historia jest trzymana w nich cały czas, a do byłych wiadomości i tak jakoś już nie mamy sentymentu (Snapchat, dzięki!), a po odświeżeniu urządzenia wolę wszystko na nowo instalować, to i tak jeszcze dodatkowo robię kopię zapasową — dla jakiegoś, być może, świętego spokoju.

Te znalezione kopie poleciały w niebyt… zastępują je nowe, świeże, nieuzasadnione.

Like what you read? Give Piotr Siwiński a round of applause.

From a quick cheer to a standing ovation, clap to show how much you enjoyed this story.