

Rocznica śmierci mojego Taty
Dnia 3/04/2015, około południa, siedziałem na kanapie, z komputerem na kolanach, i pracowałem — pisałem zapewne jakąś recenzję do iMagazine lub na stronę. Nie pamiętam tego teraz. Ale pamiętam moment, w którym zadzwonił telefon.
Mój Tata od dwóch lat walczył z rakiem, więc wielokrotnie zwracał mi uwagę na to, że nie będzie żył wiecznie, oraz że niedługo odejdzie. Słyszałem jego słowa, ale go nie słuchałem — to był niezniszczalny człowiek i przecież zostało mu jeszcze sporo czasu. Był już na bodajże czwartej, eksperymentalnej chemii, a wyniki miał cały czas przyzwoite. O ile chyba nigdy nie wierzyłem, że wyjdzie z tego — a przynajmniej takiej myśli nie kojarzę — to chyba spodziewałem się, że status quo będzie trwało w nieskończoność, czyli do późnej starości.
Zadzwonił telefon, więc go odebrałem. Usłyszałem w słuchawce, że mój Tata nie żyje. Nie pamiętam teraz dokładnie co powiedziałem, ale chyba byłem spokojny i wyrażałem się w zrównoważony sposób. Rozmawiałem może z trzydzieści sekund — a może minutę lub dwie, nie mam pojęcia — i nagle powiedziałem, że zaraz oddzwonię. Odłożyłem telefon, oparłem się plecami o kanapę i zacząłem wyć jak jakieś bardzo duże, skrzywdzone zwierzę. Wyłem tak głośno, że moja żona w panice wbiegła do pokoju pytając co się stało, przerażenie w jej głosie. Jedno spojrzenie na mnie jej wystarczyło — wiedziała; nic nie musiałem jej mówić.
Nie pamiętam zupełnie wydarzeń między tym telefonem, a pogrzebem mojego Taty, poza kilkoma nic nieznaczącymi kadrami, które gdzieś tam utkwiły w mojej pamięci. Iwona prawdopodobnie pamięta więcej ode mnie, ale nigdy jej o to nie pytałem — nadal nie wiem czy chcę wiedzieć.
Mój Tata zmarł około 23:00 dnia 2/04/2015, dziewiętnaście dni po śmierci mojej Mamy.
Fuck. Cancer.