

Serwisy społecznościowe z perspektywy nastolatka
Napisane przez prawdziwego nastolatka

Dość często czytam o technologii i widzę wielu ludzi próbujących analizować lub opisywać młodych użytkowników Internetu, szczególnie w temacie social media. Jak dotąd nie słyszałem w tej dyskusji żadnego nastoletniego głosu, dlatego chciałbym przedstawić moje skromne zdanie na ten temat.
Dla jasności, mam 19 lat i studiuję na University of Texas w Austin. Interesuję się rolą social media w naszym społeczeństwie i zmianami zachodzącymi w tej kwestii. Przedstawiam tutaj moje własne poglądy, wynikające nie tylko z obserwacji moich własnych zachowań, lecz także zachowań moich znajomych.
Ten artykuł nie wykorzystuje żadnych badań, danych, źródeł, itd., ponieważ sądzę, że można je łatwo zebrać i przeanalizować na każdym portalu technologicznym. Jako przedstawiciel tej „wysoce pożądanej” grupy wiekowej zamierzam przedstawić nasz punkt widzenia. Nie jestem jednak żadnym ekspertem, więc na pewno pojawią się jakieś dane, które okażą się sprzeczne z niektórymi moimi argumentami, lecz po prostu opisuję to co zaobserwowałem.
Wydaje mi się, że najlepszym sposobem na podejście do tego tematu będzie podzielenie go na poszczególne serwisy społecznościowe i przedstawienie obserwacji/punktów widzenia, które zebrałem przez lata.


W skrócie, wielu z nas trafiło w samo sedno. Facebook dla nas jest martwy. Wszyscy założyliśmy konto na Facebooku w szkole średniej, kiedy jeszcze był „cool”, a teraz jest on postrzegany jak krępujący rodzinny obiad, od którego nie możesz odejść. Posiadanie konta na Facebooku może być czasem dziwne, a nawet denerwujące. Niemniej, nieposiadanie konta na Facebooku jest jeszcze dziwniejsze i bardziej denerwujące. Dziwniejsze z powodu presji społecznej towarzyszącej pytaniu „Jak to nie masz Facebooka? Każdy go ma” i wkurzające, bo będziesz musiał za każdym razem na nie odpowiedzieć każdemu, kto będzie chciał dodać cię do znajomych lub przejrzeć twój profil.
Z Facebooka korzystamy głównie dla funkcji grup. Mam wielu znajomych, którzy korzystają z Facebooka tylko po to by sprawdzić swoje grupy, a potem szybko się wylogować. W tym miejscu Facebook błyszczy — grupy nie mają takich samych skomplikowanych algorytmów jak tablica aktualności. Na grupie możemy łatwo sprawdzić nowe wiadomości, bo nie musimy przekopywać się przez posty i reklamy, które nas nie interesują.
Funkcja czatu na Facebooku jest również bardzo popularna wśród mojej grupy wiekowej, głównie dlatego, że pozwala na komunikację z ludźmi, których nie znamy na tyle by zapytać o numer, ale wystarczająco by wysłać zaproszenie do znajomych.
Ponieważ każdy ma Facebooka, jest on często pierwszy miejscem, w którym ludzie będą próbowali znaleźć cię w internecie. Jeśli poznałbym cię na jakiejś imprezie, nie będę próbował szukać cię na Twitterze czy Instagramie, by dowiedzieć się kim jesteś. Zamiast tego, wielu wybiera Facebooka ze względu na prostotę i dobrą wyszukiwarkę wyświetlającą w wynikach wyszukiwania ludzi, których masz szansę znać (w przeciwieństwie do Instagrama, gdzie wyszukiwarka pozostawia wiele do życzenia, mimo że została trochę ulepszona w ostatniej aktualizacji).


Instagram jest najczęściej używanym serwisem społecznościowym w mojej grupie wiekowej. Zwróć uwagę na dobór słów — „najczęściej używanym serwisem społecznościowym”. Co oznacza, że choć większość ludzi ma konto na Facebooku, częściej udostępniamy na Instagramie. Zawsze fascynuje mnie, gdy koleżanka z 1500 znajomymi na Facebooku dostaje tylko 25 polubień pod zdjęciem, a na Instagramie (gdzie ma 800 obserwujących) dostaje 253. Mam klika hipotez wyjaśniających dlaczego tak się dzieje:
- Nie boję się, że gdy polubię coś na Instagramie, to ktoś zobaczy to na swojej głównej tablicy i zrobi screenshota czy nawiąże do tego później w rozmowie. To samo dotyczy komentarzy.
- Nikt nie zmusza mnie do obserwowania kogoś, kto obserwuje mnie na Instagramie, co oznacza, że mój feed zawiera tylko to co chcę zobaczyć. Przez to korzystam z aplikacji, która ma interesujące dla mnie treści, a nie z takiej w której okazjonalnie natknę się na coś, co mi się spodoba.
- Treści na Instagramie są zazwyczaj lepszej jakości. Ludzie poświęcają czas na edytowanie swoich zdjęć za pomocą filtrów, korzystają z różnych ustawień jasności/kontrastu (jest to nawet jeden z kroków przed opublikowaniem zdjęcia) itp., bo chcą, by ich zdjęcia wyglądały jak najlepiej. Oznacza to, że treści na Instagramie są po prostu „lepsze”, przez co bardziej prawdopodobne jest, że do niego wrócimy.
- Starsze pokolenie nie dotarło jeszcze na Instagrama (nie każdy go ma), dlatego dla młodszych odbiorców Instagram jest „cool”. Niemniej, jego popularność jest na tyle duża, że jeśli masz smartfona, to prawie niemożliwe, że nie masz Instagrama — jeśli nie po to, by robić zdjęcia, to chociaż by tagować na nich ludzi.
- Kolejna kwestia: tagowanie. Nie muszę ciągle sprawdzać Instagrama, by mieć pewność, że nie zostałem otagowany na kiepskich lub krępujących mnie zdjęciach. A to dlatego, że nie pojawiają się na twoim feedzie, dzięki czemu korzystanie z Instagrama wydaje się bardziej prywatne. Wyglądam dziwnie na zdjęciu, które opublikowałeś? Kogo to obchodzi — jeśli naprawdę źle się z tym czuję, mogę po prostu usunąć swój tag, bez obawy o to, że moi znajomi z innej grupy towarzyskiej (którzy mnie nie obserwują) zobaczą je jako pierwsi. Wiem, że na Facebooku istnieje możliwość akceptowania każdego zdjęcia na którym zostałeś otagowany, jeszcze zanim zostanie umieszczone na twoim profilu, ale wielu moich znajomych nie korzysta z tej opcji, albo w ogóle nie wie o jej istnieniu.
- Ludzie na Instagramie nie postują 10 000 razy dziennie. Wiele z nich jest bardziej oszczędna w kwestii publikowania zdjęć — niektórzy robią to raz dziennie, klika razy w tygodniu, itp. Przez to nie ma ciągłego przepływu treści narzucanych mi za każdym razem, gdy otworzę aplikację i można po prostu szybko nadrobić zaległości.
- Na Instagramie nie ma linków, więc nikt nie spamuje ciągle tymi samymi reklamami, okropnymi plotkami, czy artykułami z Buzzfeeda typu „28 pomysłowych rzeczy niezbędnych dla twojego psa, o których nigdy nie słyszałeś”.
To tylko kilka powodów dla których wiele osób w moim wieku wybiera Instagrama częściej od Facebooka. Wszystko w tej aplikacji wydaje się mniej skomercjalizowane i bardziej skoncentrowane na treści, przez co młodzi ludzie są bardziej skłonni z niej korzystać. Korzystanie z tej aplikacji jest przyjemniejszym doświadczeniem, dlatego częściej jesteśmy skłonni polubić posty czy wchodzić z nimi w interakcje. Przez to jesteśmy bardziej zaangażowani, więc częściej korzystamy z aplikacji itd.
Na Facebooku umieścimy wszystkie zdjęcia, które zrobiliśmy — złe, dobre, itd. — a na Instagramie pojawi się tylko to jedno, które naprawdę podsumowuje wydarzenie na które poszliśmy. Instagram jest bardziej wybiórczy i ludzie przywiązują więcej uwagi do opisu, starając się by był odpowiedni/zabawny. Na Facebooka wrzucamy po prostu wszystko, by ludzie mogli otagować siebie i pokazać naszej rodzinie, że jeszcze żyjemy.
Wielu młodszych ode mnie znajomych (10–16 lat) z którymi o tym rozmawiałem nawet nie ma Facebooka — Instagram jest wszystkim, czego potrzebują.


Szczerze, wielu z nas nie rozumie sensu Twittera. W każdej szkole jest zawsze jedna duża grupa, która korzysta z Twittera niemal fanatycznie i druga, która po prostu czyta i retweetuje posty, ale poza tym nie zbytnio z niego nie korzysta. Niełatwo też znaleźć tam znajomych i wielu z nas korzysta z niej tylko po to, by narzekać na szkołę w środowisku, w którym nasi rodzice/rodzina (niekoniecznie pracodawcy) raczej tego nie zobaczą.
Twitter to miejsce w którym ludzie obserwują i są obserwowani przez losowych obcych ludzi, a twój profil nie jest anonimowy (to rozróżnienie będzie nam później potrzebne). Twoje tweety można łatwo znaleźć przez wyszukiwarkę, co niekoniecznie jest plusem, jeśli chcesz być sobą i nie martwić się o to, że możesz mieć przez to problemy szukając pracy. Dlatego niektórzy korzystają z Twittera jak z Facebooka — piszą tam z założeniem, że któregoś dnia zobaczy to ich pracodawca.
Są trzy główne grupy użytkowników Twittera: ci, którzy używają go do wyżalania/wyrażania się, ci którzy używają go z założeniem, że przyszły pracodawca w końcu zobaczy co mają do powiedzenia oraz ci którzy po prostu czytają tweety innych i czasami dają RT.

Snapchat

Snapchat szybko stał się najczęściej używanym serwisem społecznościowym, szczególnie od momentu pojawienia się funkcji My Story („Moja historia”). Jeżeli miałbym przedstawić jak wygląda jedna impreza w różnych serwisach społecznościowych, to byłoby to coś takiego:
- Na Snapchacie pokazujesz jak przygotowujesz się na imprezę, dojeżdżasz, bawisz się, wracasz i budzisz się następnego poranka.
- Na Facebooku udostępniasz dobre, pozowane zdjęcie z twoimi znajomymi i klika niepozowanych (zdecydowanie bez alkoholu).
- Na Instagramie udostępniasz jedno najlepsze.
Snapchat jest miejscem, gdzie możemy być naprawdę sobą, zachowując naszą społeczną tożsamość. Bez stałej presji społecznej w postaci licznika obserwujących czy liczby znajomych na Facebooku, ludzie nie wylewają mi się z ekranu za każdym razem gdy otworzę aplikację. Snapchat jest bardziej prywatną siecią znajomych i nie mam nic przeciwko, że ci znajomi zobaczą mnie dobrze bawiącego się na imprezie.
W żadnej innej sieci społecznościowej poza Snapchatem (i chyba Twitterem) posty typu „ale nuuuuda” nie są akceptowane. Nie ma tu żadnych polubień czy komentarzy, o które musisz się martwić — to wszystko zostało zabrane. Snapchat wywiera na użytkownikach o wiele mniejszą presję społeczną niż każda inna sieć społecznościowa. To właśnie dlatego jest tak uzależniający i wyzwalający. Jeśli moje zdjęcie na Instagramie czy post na Facebooku w ciągu 15 minut nie dostanie żadnych polubień, możesz być pewny, że je usunę. Snapchat pod tym względem w ogóle taki nie jest i skupia się bardziej na udostępnianiu historii twojego dnia, a nie jednego najważniejszego wydarzenia. Tu możesz być prawdziwym sobą.
Jedna mała uwaga na temat Snapchata — sam znam tylko kilka osób (w tym mnie), którzy wierzą, że Snapchat naprawdę usuwa twoje zdjęcia. Reszta sądzi, że Snapchat ma gdzieś tajną bazę danych z twoimi wszystkimi zdjęciami. Ten spór zostawię na inny dzień, ale mogę z pewnością powiedzieć, że gdy zdjęcia „wyciekają” lub gdy bezpieczeństwo jakiejś aplikacji staje się kontrowersyjnym tematem, niezbyt się tym przejmujemy. Nie wysyłamy sobie zdjęć naszych kart kredytowych, wysyłamy selfie i zdjęcia, na których pokazujemy swoje pięć podbródków.

Tumblr

Pamiętasz, gdy opisując Twittera napisałem, że jest to „miejsce w którym ludzie obserwują i są obserwowani przez losowych obcych ludzi, a twój profil nie jest anonimowy”? Tumblr to miejsce, w którym ludzie obserwują i są obserwowani przez losowych ludzi, a ty jesteś całkowicie anonimowy. Tumblr jest jak tajne stowarzyszenie, do którego każdy należy a nikt o nim nie mówi. Tumblr to miejsce, w którym możesz być naprawdę sobą i możesz otoczyć się ludźmi o podobnych zainteresowaniach (wybierając kogo obserwujesz). To strefa „bez oceniania”, gdzie właśnie dzięki anonimowości możesz być kim chcesz. Jedyne adresy URL blogów moich znajomych jakie znam to te moich najbliższych przyjaciół i vice versa.
Dodatkowo, na Tumblrze można łatwo zmienić swój URL, w razie gdyby ktoś cię znalazł. Twój nick nie jest połączony z profilem, więc bez adresu URL trudno będzie cię ponownie znaleźć, tym bardziej dla typowego rodzica. Przez to ta strona może być miejscem, w którym ludzie mogą udostępniać swoje treści i wspierać innych. Interakcja odbywa się tu głównie poprzez reblogi, bo feed składa się tylko z tych rzeczy, które interesują użytkowników (więc jest bardziej prawdopodobne, że polubią post czy umieszczą go na swoim blogu). Nie powiedziałbym, że występuje tam dużo „interakcji” — przynajmniej w sensie, w jakim zdefiniowaliśmy to w naszych social media — ale można tam łatwo poznać innych ludzi o podobnych zainteresowaniach z całego świata. Właśnie przez to nastolatkowie chętnie zakładają konta na Tumblrze, nawet tylko po to by poznać nowych ludzi.

Yik Yak

Yik Yak to raczej nowy zawodnik, a mimo to już wiele osób z moich studiów ma go na swoim telefonie. Aplikacja stała się tak uzależniająca przede wszystkim dlatego, bo skupia się wyłącznie na treści twoich postów — nie ma tu obserwatorów, profilów, niczego. Wszystko co śmieszne/stosowne będzie na górze a reszta inne na dole, nieważne czy pisze to Kanye West czy jakiś chłopak, który nigdy nie odzywa się w klasie.
Na Twitterze często widzę reklamę Yik Yaka, która brzmi mniej więcej tak: „Wszyscy siedzą na nim przed zajęciami”. Mogę w 100% potwierdzić, że to prawda. I wszyscy siedzą na nim na zajęciach, pisząc o tym co właśnie robi. I wszyscy siedzą na nim po zajęciach, by się dowiedzieć co robi reszta studentów na kampusie.
Choć Yik Yak nie jest jeszcze tak popularny jak inne sieci społecznościowe, szybko stał się ich poważnym konkurentem z którego ludzie naprawdę korzystają. Często widzę posty, którzy kłócą się o to czy Yik Yak jest tak naprawdę anonimowy, tak jak Secret. Nie znam ani jednej osoby, która korzysta z tej aplikacji. Ludzie cały czas mówią o jakichś postach z Yaka czy wysyłają screenshoty, ale jeszcze nie słyszałem o żadnym popularnym poście z Secret, o którym wszyscy by mówili.
Minusem Yik Yaka jest to, że jego popularność drastycznie spada, gdy tylko są jakieś dni wolne od zajęć. Yik Yak na tyle dobry, na ile dobry jest obszar w promieniu 10 mil od ciebie, więc jeśli znajdujesz się w okolicy, gdzie nie ma zbyt wielu użytkowników Yik Yaka, nie będziesz miał po co korzystać z tej aplikacji. Nie można tego samego powiedzieć o innych serwisach społecznościowych.

Medium

Wielu moich znajomych szuka różnych platform, na których mogliby zacząć pisać bloga, by podzielić się nim ze swoimi znajomymi i rodziną. Gdy o tym mówią, automatyczne myślą o stworzeniu nowej strony na Wordpressie. Z jakiegoś powodu Wordpress jest uznawany za zbyt skomplikowany silnik, by postawić na nim swojego bloga. Ci, którzy mieli doświadczenie z Tumblrem stworzą na nim drugiego bloga, który nie będzie połączony z ich „prywatnym” blogiem na tej platformie.
Od kiedy pokazałem moim rówieśnikom Medium, nie chcą słyszeć o żadnej innej platformie blogowej.
Funkcja poleceń to coś, co na Medium spisuje się świetnie. Czegoś takiego nie ma w Wordpressie (poza normalnymi przyciskami do udostępniania) i właśnie to sprawia, że Medium jest prawdziwą społecznością, a nie zbiorem kilku niezwiązanych ze sobą stron. Prosty system obserwowania odpowiada tym którzy są na Medium nie tylko po to, by pisać swojego bloga, ale też czytać inne. Medium kładzie duży nacisk na komentowanie obok tekstu (zamiast w długiej sekcji komentarzy pod tekstem).
Jedynym wyzwaniem dla Medium jest przyciągnięcie na niego młodych odbiorców. Jest już layout i odpowiednia treść, teraz potrzebne jest uznanie naszej grupy wiekowej. Wydaje mi się, że z biegiem czasu coraz więcej nastolatków zacznie odkrywać Medium, a wielu z moich znajomych zacznie tutaj blogować.
Inne serwisy
Korzystamy również z innych serwisów społecznościowych, ale nie ma powodu by się o nich rozpisywać:
- LinkedIn — Musimy go mieć, więc mamy. Wielu z nas zakłada tam konto dopiero na studiach (wcześniej i tak nie ma po co).
- Pinterest — zdominowany głównie przez kobiety i tych, którzy szukają czegoś hipsterskiego/artystycznego. Niewiele ludzi o nim mówi.
- Kik — czat, używany chyba głównie do rozmawiania z ludźmi z Twittera? Nie znam nikogo kto z niego korzysta. Jeśli słyszę o tej aplikacji to zazwyczaj jest to tani podryw „Hej, masz Kika?”. Nie umiem tego opisać, ale to nie jest takie ważne.
- WhatsApp—pobierasz ją, gdy jedziesz za granicę, korzystasz przez chwilę po powrocie, usuwasz i wracasz do iMessage czy Facebook Messengera. Mam znajomych, którzy korzystają z niej by rozmawiać ze znajomymi zza granicy, ale mam wrażenie, że Messenger zaczyna przyćmiewać popularność WhatsApp. Jest to najważniejsza aplikacja dla studentów zagranicznych.
- GroupMe—najpopularniejsza aplikacja do grupowych konwersacji na uniwersytecie. Każdy ją ma, każdy z niej korzysta i każdy twierdzi, że jest świetna. Wsparcie GIF-ów, możliwość „polubienia” innych wiadomości, nawet takie proste rzeczy jak możliwość zmiany swojego nicka dla innych grupowych czatów to rzeczy, które czynią tę aplikację użyteczną i bardzo praktyczną. GroupMe działa również na każdym telefonie czy urządzeniu… na komputerach, iPhonie, Androidzie, a nawet poprzez SMS, dla tych, którzy nie mają smartfona.
