Polega na indywidualnym przeżywaniu bez podpowiedzi z otoczenia.

Siła wyższa rytuału

Rytuał to moc! Bez względu na to, czy to codzienna rozmowa tylko we dwoje, obiad z babcią raz w tygodniu, czy od lat pielęgnowana rocznica historyczna. To sprawy szczególne. I nie jest to kwestia magii. Praktykuje je każdy. Na czym to polega?

— Panie dyrektorze, dyrektor Wardowski zawsze o 11.00 pijał herbatę (…). — O, jedenastej pijał, tak? Więc proszę sobie zapamiętać, że ja będę pijał o 12.15! — tak dyrektor Stefan Karwowski określił jakąś ważną część siebie po przejęciu dyrektorskiego stanowiska w serialu „Czterdziestolatek”. Czy mówił o zwykłym nawyku picia herbaty, czy już o rytuale? Tego nie wiemy, musiałby nam to dokładnie wyjaśnić. A to dlatego, że istnieje wiele cech odróżniających nawyk od rytuału.

Potrzeba wyjątkowości

Owe picie herbaty o 12.15, imieniny cioci, a nawet grzecznościowe „dzień dobry” mogą stać się dla nas rytuałem, takim samym jak obchody rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego. Wszystko pod jednym warunkiem — jeśli to my sami nadamy im taką rangę, czyli po prostu określimy ich szczególną wartość.

Dosłownie rzecz ujmując, rytuał z języka łacińskiego oznacza obrządek i pewnie dlatego automatycznie kojarzony jest z aspektem religijnym albo szamańskim. Faktycznie takie ma korzenie. Niegdyś związany był wyłącznie z ceremoniami w tajemniczej sferze tabu i świętej sferze sacrum. Później sprowadzony został do świeckiej sfery profanum, na przyziemne płaszczyzny życia. Niezależnie od swojego charakteru rytuał jest powtarzalną czynnością nacechowaną bardzo symbolicznie i powiązaną z aktem celebrowania, ale nie służy on rozrywce. Zarówno ubieranie choinki, jak i picie herbaty o określonej porze dnia coś dla nas znaczą i to „coś”, by nazywać je rytuałem, musi być dla nas wyjątkowo ważne. Takie zdarzenie przeżywamy inaczej od pozostałych. Dlatego współcześnie rozumiany rytuał nadal ma w sobie coś mistycznego i daje poczucie enigmatycznego dopełnienia. Dążymy do niego bardzo świadomie. Rytuałem jest już nawet samo uczestniczenie w nim. Kształtuje go ekspresja i/lub estetyka. To znaczy, że opiera się on na osobistych odczuciach i znakach, a nie ma w nim komunikacji. Polega na indywidualnym przeżywaniu bez podpowiedzi z otoczenia. Wyzwala wyjątkowo pozytywne emocje. W dużej mierze ma charakter społeczny, ale również indywidualny. Czy naprawdę można aż tak przeżywać picie herbaty? No, można.

Po co nam rytuały?

„Żaden człowiek nie jest samoistną wyspą, każdy jest częścią kontynentu” ‒ pisał już dawno temu John Donne, poeta i prozaik wczesnego angielskiego baroku. Potrzebujemy kontaktu. I sam Erich Fromm — jeden z najważniejszych myślicieli XX wieku ‒ przekonuje, że człowiek jest jednostką społeczną, której fundamentem psychicznego funkcjonowania jest budowanie więzi między sobą. Ale potrzebujemy też kontaktu z samym sobą. Tylko że codzienność, zamiast nas zbliżać — oddala. To dlatego, że mózg, by nie popaść w niszczycielską nudę, szuka spontaniczności i wprost goni za nowymi wrażeniami (neofilia). Z drugiej jednak strony psychika ludzka potrzebuje punktów zaczepnych, które pozwolą uchwycić się czasu i przestrzeni we własnej rzeczywistości. Tymi punktami są właśnie rytuały.

Po pierwsze, rytuały porządkują i adaptują. To one odmierzają czas między świętami, rocznicami, porami roku i cyklu dobowego. Dzięki takim ustaleniom kalendarzowo-czasowym pomagają w organizacji życia. To one określają nasze fazy życiowe, jak pierwszy dzień szkoły, uroczysty odbiór dyplomu lub ślub. Po drugie ‒ socjalizują. Czynią to poprzez mobilizację do aktywności, czyli do interakcji z innymi i ze sobą. To podtrzymuje zaufanie, które wzmacnia poczucie bezpieczeństwa i przynależności. Po trzecie — rytuały wartościują, czyli określają autorytety. Nakreślają coś szalenie ważnego, wyższego, do czego odnosimy się z wręcz irracjonalnym szacunkiem i poważaniem.

Na tej podstawie określamy własny stosunek do świata ‒ własną rolę społeczną i osobistą. To pozwala poznać prawdę fundamentalną: kim jestem, co czuję, czego pragnę i czego mi brakuje. Mówiąc inaczej ‒ identyfikujemy się, określamy swoje miejsce w życiu i swojej czasoprzestrzeni. Ta świadomość swojego znaczenia ładuje nasze psychiczne akumulatory na dalszą część dnia, miesiąca albo roku. A to pozwala pokonywać kryzysy i chroni przed chaosem. Wszystko to brzmi sensownie, prawda? Jest tylko jedno „ale” — pułapki.

Więzi na uwięzi

Nawet tak cudotwórcze rytuały mają swoją ciemną stronę. Kiedy nasz rytuał po prostu zaczyna kuleć, przypadków może być kilka.

1. Rutyna — gdy początkowo ważna tradycja staje się kulą u nogi, znielubionym nawykiem. Jak na przykład cosobotni spacer z partnerem. Na początku przyjemny i ważny, bo zacieśnia więzi i jest po prostu przyjemny, nagle staje się wymuszony. Bo mamy ochotę na coś zupełnie innego, ale z poczucia obowiązku i dopełnienia tego rytuału zmuszamy się. Wówczas najlepiej dla nas samych jest odpuścić i skorzystać z prawa dobrowolności i szczerości, bo z czasem owa rutyna wzbudza frustrację, a potem jest tylko trudniej.

2. Krąg zamknięty — izolacja od „obcych”, bo to jest nasze! Zdarza się nawet w homologicznych grupach lub rodzinach. Wszystkie święta w roku spędzane u przykładowej cioci Krysi też mogą stać się prawdziwą udręką. Niegdyś superważne, bo wspólne i zarezerwowane tylko dla naszego grona, stają się nudne do bólu. To dlatego, że nawet solidaryzacja nie trwa wiecznie i grupa męczy się sama ze sobą. Zamiast trwać w hermetyczności niczym jogurt, warto się otworzyć i wpuścić trochę powietrza — zrobić coś inaczej, oczywiście wyjaśniając to cioci Krysi.

3. Nadmierna pielęgnacja — gdy zbyt mocno skupiamy się na praktykowaniu rytuałów, niczym Clarissa Vaughan — postać z filmu „Godziny” (2002). Clarissa orientuje się, że pod przykrywką troski o chorego przyjaciela zajmuje się tym, co powierzchowne, tj. zakupami, organizacją przyjęcia i sprzątaniem. Stwierdza w końcu:„Moje życie jest trywialne”. To nie były rytuały, to było maskowanie prawdy, od której Clarissa uciekała. To ważny sygnał do zwrócenia uwagi ku sobie.

Recepta na pułapki jest w sumie prosta. Gdy rytuał stracił swe znaczenie, warto go urozmaicić nowym aspektem albo w ogóle poszukać jego zastępcy, bo — i to do zapamiętania! — rytuał bardzo się opłaca. Jest wzmacnianiem siebie i regeneracją więzi z otoczeniem.

Tekst stworzony dla portalu hellozdrowie.pl /opublikowany: poniedziałek, 23 marca 2015/

Originally published at www.marta-witkowska.pl.

One clap, two clap, three clap, forty?

By clapping more or less, you can signal to us which stories really stand out.