
Strach przed wojną
Wojna. Wojna nigdy się nie zmienia. Te kultowe już słowa, choć będące częścią gry, doskonale oddają ideę wojny. Bezmyślna. Niszczycielska. Niepotrzebna. Szkodliwa. Krzywdząca. Destruktywna. Niezmienna.
Po co człowiek toczy wojny? Dlaczego niszczy życie tak wielu ludziom w imię jakiejś nie mającej sensu idei? W jakim celu doprowadza całe narody do walki przeciwko sobie? Ludzie ciągle zadają sobie te pytania. Najbardziej ci, którzy już przeżyli wojnę. Teoretycznie odpowiedzi są bardzo proste — dla bogactwa, dla wpływów, dla zaspokojenia swojego ego, dla zemsty. Wszystko jasne.
Media podają, że armia rosyjska ponownie została postawiona w stan pełnej gotowości. Kanclerz Merkel nakazuje Niemcom, by robili zapasy jedzenia. Terroryści burzą porządek spokojnej ostatnio Europy. Do Syrii otwarcie wjeżdża armia kolejnego państwa. Państwa, którego przywódca zamyka w więzieniach i torturuje tych, którzy ośmielili się podnieść na niego rękę.
Jestem człowiekiem, który nie zaznał trudów wojny. Ominął mnie nawet stan wojenny i śmiało mogę powiedzieć, że cały czas żyłem i żyję w wolnym kraju. Statystycznie wszyscy żyjemy w najspokojniejszych czasach w historii ludzkości. Słowne przepychanki, prężenie muskułów i porównywanie bicepsów było, jest i będzie obecne zawsze, zmienia się jedynie forma. Mimo to, oglądając czy czytając wiadomości, czuję lekki niepokój.

Dla kogoś, kto nie żył w czasach wojny, brzmi ona jak coś odległego i kompletnie nierealistycznego. Słyszymy opowiadania, czytamy wspomnienia i uczymy się z podręczników do historii. Teoretycznie wiemy, dlaczego wojny wybuchają, znamy ogólny przebieg, potrafimy przewidzieć konsekwencje. Problem w tym, że odnosimy to tylko do globalnej skali. Prawdziwy dramat rozgrywa się jednak w sercach pojedynczych ludzi, takich jak Ty, czy ja.
To znaczy… tak myślę. Nie wiem. Podpowiada mi to empatia. Każdy przeżywa trudne czasy na swój własny sposób. Jedni wychodzą z nich zwycięsko i do końca życia nie dają się złamać przeciwnościom losu. Inni na zawsze pozostają cieniem tych, kim byli w przeszłości. Pozornie normalni, funkcjonujący w społeczeństwie. W głębi przerażeni tak, że my, ludzie żyjący w spokojnych czasach, nie jesteśmy w stanie ich zrozumieć.
Jak młody człowiek powinien reagować na wieści o możliwej wojnie? Nie takiej małej wojence, gdzie zginie parę osób i pozostanie prężenie muskułów. Takiej, w którą zaangażowane są całe narody dysponujące arsenałem śmiercionośnym, jak nigdy wcześniej. Istnieje w ogóle coś takiego, jak prawidłowa reakcja na wojnę? Na pewno warto zachować spokój. Przygotować się psychicznie na nieprzewidywalność sytuacji. Pogodzić się z faktem, że na pewien okres życie nieco się zmieni. Jeśli wojna pojawi się w naszym kraju, nie będziemy chodzić do Starbucksa na kawę. Nie będziemy uprawiać crossfitu. Nie będziemy łapać Pokemonów.
W naszych umysłach jest miejsce na niepokój szczególnego rodzaju. Ukryty głęboko, niewidoczny w ciągu dnia, jednak dający o sobie dać. Nie pozwalający zapomnieć, że nie wszystko jest poukładane dokładnie tak, jak powinno. Ten niepokój pojawia się zawsze, kiedy zdaję sobie sprawę, że groźba wojny jest realna. Patrząc racjonalnie szansa jest niewielka, ale kto powiedział, że to racjonalni ludzie rozpoczynają wojny? Powiedziałbym wręcz, że to szaleńcy, ludzie obłąkani i zagubieni, którzy nieszczęśliwie dla nas, znaleźli się na szczycie hierarchii społecznej. Niestety. Nie przemawiają do nich nawet wspomnienia żołnierza wyśpiewane ustami Jamesa Hetfielda.