Posiadamy bowiem psychiczny system poznawczy, który pozwala nam zmieniać poglądy.

Szczęście — w mózgu, czy poza nim?

Nieprzerwanie czegoś potrzebujemy, poszukujemy i pragniemy. To może być drugi człowiek, fascynujące miejsce, poczucie spokoju i spełnienia, a czasem po prostu zwykłe lody waniliowe. Nasz umysł dąży do poczucia szczęścia. Na czym ono polega i gdzie go szukać — w mózgu czy wokół nas? No i w ogóle po co nam to szczęście?

Szczęście to drabina

W psychologii pozytywnej Martina Seligmana szczęście oznacza pozytywny potencjał życia. Seligman, badając psychiczne podłoże szczęścia, określił jego trzy stopnie. Pierwszy to „życie przyjemne” polegające na doświadczaniu przyjemnych doznań zmysłowych, jak np. długo wyczekiwane lody w upalny dzień. Drugi rodzaj to „życie dobre”, które dotyczy większości ziemskich aspektów, jak praca, dom, związek, dzieci, nauka czy rozrywka. Określany jest jako przepływ, psychiczne zanurzenie, w którym elementy te niezauważalnie przenikają się z naszym życiem. Trzeci, najwyższy poziom szczęścia, to „pełnia sensu”, przypominająca grecką eudajmonię — stan dobrego ducha. Istnieje on wtedy, gdy w działaniu wychodzimy poza swoje granice. Swoje zalety wykorzystujemy dla dobra innych, np. swoją wiedzę przekazujemy do zasobu ludzkości. Istnienie tych trzech pięter opiera się na naszym doświadczaniu i działaniu, wyzwalając w nas emocje i zachowania. Pozytywne emocje wywołują stan szczęśliwości. Ale nie zawsze jest to takie proste, jak się teraz może wydawać. No dobrze — na ogół jest to trudne.

Szczęście w nieszczęściu

Szczęście najłatwiej zauważyć wtedy, gdy dostajemy to, czego pragnęliśmy — to tzw. szczęście naturalne. Ale szczęście nie zawsze jest tak oczywiste. Spróbuj teraz wyobrazić sobie pewną sytuację, proponuje Dan Gilbert — profesor psychologii Uniwersytetu Harvarda. Masz do wyboru wysoką wygraną lub… utratę nóg. Jasne, że wybierasz wygraną — to oczywiste. Po prostu wydaje się ona pozytywna. I tylko ta. Tymczasem wyniki rzeczywistych badań przeprowadzonych przez amerykańskiego psychologa Philipa Brickmana ukazują coś zaskakującego. Poziom zadowolenia z życia osób znajdujących się w obu powyższych sytuacjach już po roku powrócił do poziomu sprzed danego zdarzenia losowego. Jednocześnie opadła euforia u osób po wygranej, jak i poprawiło się nastawienie paraplegików, czyli osób po utracie kończyn dolnych. Posiadamy bowiem psychiczny system poznawczy, który pozwala nam zmieniać poglądy. Dzięki niemu z czasem przyzwyczajamy się do nowego stanu, jak w sytuacji z wygraną (dlatego też apetyt na życie rośnie w miarę jedzenia). Jednak przede wszystkim, jak w sytuacji tragicznej, zauważamy pozytywy wśród negatywów, czyli doszukujemy się dobrych stron w kryzysie. Dan Gilbert nazywa to szczęściem syntetyzowanym, czyli tym, co nasz umysł automatycznie wytwarza wtedy, gdy nie dostaliśmy tego, czego pragnęliśmy. W efekcie szczęście okazuje się stanem, a wręcz życiową postawą, poczuciem zadowolenia z roli, jaką odgrywamy we własnym życiu, a nie obiektywną rzeczywistością, która nas otacza. Jest to rodzaj ewolucyjnej adaptacji naszego umysłu do życia, gdyż permanentny smutek lub agresja pogarszają działanie mózgu, a w konsekwencji obniżają jakość życia albo… przeżycia. Toteż biologia stara się choć trochę pomóc.

Szczęśliwy mózg

Boris Cyrulnik, francuski psychoterapeuta, stanowczo twierdzi, że szczęście mieszka w mózgu. Dużo w tym racji, ale wszystko zależy od tego, co nasz mózg wyprodukuje. Jego komórki nerwowe wydzielają różne chemiczne przekaźniki informacyjne. Ich ilość w dużej mierze determinowana jest poprzez geny. Zmiany poziomu tych substancji wywołują zmiany stanu mózgu, które my odczuwamy jako emocje. Aby umysł odczuwał szczęście, mózg musi sporządzić właściwy eliksir. Podstawowe składniki są trzy. Najważniejszym są endorfiny i enkefaliny, typowe hormony szczęścia, substancje podobne do opium. Wędrując sobie po różnych częściach mózgu, znieczulają i uspokajają cały organizm. Wywołują ogólne, błogie zadowolenie. Wydzielają się nawet na samą myśl o przyjemności, jednak także szybko się rozpadają. Drugą składową jest serotonina, naturalny antydepresant. Jej odpowiedni poziom pozwala odczuwać przyjemność, podtrzymuje wysoką samoocenę i dodaje wiary w siebie. Ostatnia jest dopamina, która buszuje głównie w układzie nagrody. Wyzwalana jest w trakcie realizacji naszych pragnień fizjologicznych, jak głód i seks. To ewolucyjnie najważniejsze, bowiem pozwala przekazać nasze geny i warunkuje przeżycie, ale także pozawala nam zachwycać się filmem czy muzyką.

Do tego wszystkiego przyjemne doznania zapamiętywane są w inny sposób i w innym miejscu niż doznania nieprzyjemne, a więc można stymulować mózg ku szczęśliwości! Już sam uśmiech pobudza ośrodki szczęścia i przyjemności do pracy.

Szczęścia nie znajdziemy poza nami, bo my to przecież nasz mózg, który tworzy naszą psychikę. Zatem poczucie szczęścia zależy od tego, co z naszym mózgiem zrobimy, czyli co myślimy i jaką przyjmiemy postawę życiową. Możemy mieć „wszystko” i nie czuć się szczęśliwymi albo… mieć niewiele i żyć pełnią szczęścia. Warto zagłębić się w swoją filozofię życia, bo to właśnie szczęście determinuje jego jakość. A przy okazji — zadowoleni pożyją dłużej.

Tekst stworzony dla portalu hellozdrowie.pl /opublikowany: wtorek, 14 stycznia 2014/ Dostępny również na: zdrowie.wp.pl

Originally published at www.marta-witkowska.pl.

One clap, two clap, three clap, forty?

By clapping more or less, you can signal to us which stories really stand out.