Utopijna wizja przyszłości

Jest rok 2116, a rzeczywistość wygląda zgoła inaczej, niż było to przedstawiane na filmach science-fiction. Starsi ludzie ze smutkiem wspominają czasy minionego wieku, kiedy to beztrosko bagatelizowali odbierane z każdej strony sygnały o nadchodzącym zagrożeniu. Nastolatkowie na swoich holoprojektorach mogą jedynie obserwować, jak wygodne życie prowadzili ich rówieśnicy sto lat wcześniej. Dorośli zastanawiają się, jak wiele jeszcze będą mogli znieść, zanim cała rzeczywistość rozsypie się niczym domek z kart. Wizja przyszłości obfitującej w niezwykłe wynalazki i dynamiczny rozwój została zastąpiona brutalną świadomością, że gatunek ludzki jest na tej planecie jedynie tymczasowym gościem.


Globalne ocieplenie? Przecież w zimę nadal jest zimno. Malejące zasoby nieodnawialnych surowców naturalnych? Niby poważna sprawa, ale przecież mój czterolitrowy silnik nie jeździ na wodę. Zanieczyszczenie środowiska? Katastrofa nie wydarzy się za mojego życia, niech inni się martwią. Epidemie? Wszystkie choroby zostały już pokonane, nie musimy nawet szczepić naszych dzieci. Pieniądze? No przecież celem życia są dobra materialne. Wojny? Powszechna ignorancja i arogancja? Bezmyślność? Następne stulecie będzie poważnym egzaminem całej ludzkości.


Ogromny szacunek należy się pisarzom science-fiction za to, że nie zawsze tworzą rzeczy totalnie pozbawione sensu. Wystarczy tylko wspomnieć o tym, jak wiele koncepcji współczesnych wynalazków i ścieżek rozwoju po raz pierwszy pojawiło się pomiędzy okładkami dzieł autorów takich, jak George Orwell, Isaac Asimov, czy też nasz polski Stanisław Lem. Szacunek należy się za to, że pod przykrywką miłej opowieści potrafili oni przemycić pewnego rodzaju ostrzeżenie. Historie nie były jedynie pustą rozrywką, ale niosły przesłanie, chęć zwrócenia uwagi na problemy, których jeszcze nie ma, ale które mogą się pojawić. Nie można ich uważać za jasnowidzów, proroków i Wróżbitów Maciejów, bo każdy z nich wciąż pozostawał tylko człowiekiem i jako człowiek miał prawo się mylić. W wielu sprawach mylili się także najwięksi wizjonerzy końcówki dwudziestego wieku, ale przecież w myśleniu o przyszłości nie chodzi o nieomylność. Chodzi o perspektywę.

Rok 2015 był najgorętszym rokiem w ciągu ostatnich 135 lat, czyli od czasu, kiedy człowiek zaczął prowadzić globalne pomiary temperatury. Jednakże, ponieważ poznaliśmy już część historii naszej planety na długo przed naszym pojawieniem się, to wiemy, że na Ziemi wielokrotnie dochodziło zarówno do epok lodowcowych, jak i wielkich upałów. Płynie z tego prosty wniosek, że natura posiada pewne mechanizmy, które chcąc, nie chcąc, musimy respektować. Istnieje wiele wersji tego, w którym dokładnie momencie na planecie pojawił się człowiek rozumny, ale śmiało możemy wybrać opcję najdalszą, czyli aż dwieście tysięcy lat temu. Szybko bowiem okaże się, że okres ten jest niczym w porównaniu z wiekiem Matki Ziemi, a co za tym idzie, nasza egzystencja tutaj także jest niczym. Przynajmniej na razie. Nie znaczy to jednak, że możemy zbywać globalne ocieplenie słowami “i tak się wydarzy”. To trochę jak Jenga — na koniec i tak cała misterna budowla runie, ale zanim do tego dojdzie, można w umiejętny sposób zrobić wiele, by odroczyć ten proces tak, by był jak najmniej destruktywny. Potrzeba podejścia rozsądnego i opartego na rzeczywistości, a nie na słowach osób, które globalne ocieplenie kojarzą głównie z tym, że więcej czasu będzie można spędzać na plaży.

Kiedy uświadomimy sobie, że dinozaury królowały na planecie przez ponad 130 milionów lat, możemy dojść do wniosku, że ludzkość otrzymała pewien dar, z którego może i z którego powinna robić użytek. W całej dotychczas nam znanej historii nie było mądrzejszego od nas gatunku i nawet teraz nieliczne zwierzęta potrafią wykazywać zaledwie zalążki tego, co powinno zaistnieć, by mogły zacząć rozwijać się bardziej. Sytuację człowieka w pewnym sensie można opisać jako relację matki z dorastającym dzieckiem, które oprócz przywilejów dostaje także obowiązki. I ponieważ my dostąpiliśmy przywileju wzniesienia ogromnej cywilizacji w tak niesamowicie krótkim czasie, to automatycznie na nasze barki spadła także odpowiedzialność za ten kawałek skały, na którym przyszło nam egzystować.

Bagatelizowanie problemów jest dla ludzi typowym zachowaniem, ale czym innym jest niemożność podjęcia działań, a czym innym zwykła ignorancja. Na świecie wciąż żyje masa ludzi świecie przekonana o tym, że Ziemia jest płaska. W samej Polsce coraz więcej osób wpada na jakże genialne pomysły nieszczepienia dzieci, ryzykując tym samym nie tylko ich choroby, ale też epidemię na wielką skalę. Czerpiemy zasoby naturalne Ziemi bez opamiętania, ale gdybyśmy tylko ukrócili nasze nieustanne dążenie do coraz większego, bezwartościowego w gruncie rzeczy bogactwa, moglibyśmy przekuć tą energię na rozwój bardziej ekologiczny. Człowiek jest w stanie zrobić naprawdę wiele w naprawdę krótkim czasie, musi jedynie zacząć patrzeć dalej, niż na swoje własne podwórko. Musi zrozumieć, że na Ziemi jest gościem, a nie gospodarzem.

Jednym z najpiękniejszych dni w ludzkiej historii będzie dzień, w którym wszyscy zrozumiemy, że dalszy rozwój jest możliwy tylko pod warunkiem całkowitego zjednoczenia się. Człowiek sięgnie gwiazd tylko wtedy, kiedy zrozumie, że czarny, żółty i biały to tylko nieistotny kolor skóry, a nie z góry narzucona konieczność odmiennego traktowania. Człowiek dostanie pełne prawo nazywania się istotą inteligentną dopiero wtedy, kiedy porzuci ignorancję na rzecz wiedzy. Ludzkość stanie się silna kiedy zrozumie, że lepiej wspólnie walczyć z problemami dotykającymi nas wszystkich, zamiast dokładać do tego nieistotne, błahe i bezsensowne spory. Przede wszystkim zaś ludzkość musi zrozumieć, że egzystuje na krawędzi jednej z niezliczonych miliardów galaktyk, a nie w centrum Wszechświata. Kiedy nabierze pokory i zacznie szanować to, co dostała, wtedy przyszłość będzie rysowała się w iście utopijnych barwach.

One clap, two clap, three clap, forty?

By clapping more or less, you can signal to us which stories really stand out.