W obronie Millenialsa

Generacja Y, pokolenie on-line, leniwi, niechętni do pracy, roszczeniowi, marudni, nie angażują się w życie polityczne a religia obchodzi ich mniej niż polityka zagraniczna średniowiecznej Japonii.

Pamiętam, kiedy miałem lat naście a później dwadzieścia z groszem przeszedłem przez okres szerokich spodni a później (a może wcześniej) glanów i podwiniętych “rurek”. Biedni moi rodzice łapali się za głowę i zastanawiali — czego nie omieszkali głośno artykułować — czy już do reszty mi odbiło czy też apogeum głupoty dopiero zamierzam osiągnąć. Nigdy nie potrafiłem odpowiedzieć na to trapiące rodzicielstwo pytanie, ale z perspektywy czasu oceniam, że byłem stosunkowo spokojnym nastolatkiem.

Będąc już zdecydowanie bliżej trzydziestki podpytałem Ojca, jak to było — przecież On w moim wieku nosił długie włosy. W rodzinnym archiwum zachowały się jeszcze zdjęcia gdzie poważny dziś Pan Ojciec, śmiga w dzwonach, długich włosach i z pokaźną brodą.

Za długie włosy ścigano wtedy nawet w szkole. W końcu na czas edukacji trzeba było zrezygnować z „grzywy”. Ojca ścigano za włosy, mnie za strój (z tym, że raczej rodzice niż szkoła, która pod tym względem była dość liberalna).

I tak co pokolenie. My, pokolenie dzisiejszych 30-to latków, byliśmy próżniakami, leniami, pokolenie lat 70” było „narcyzami”, zapatrzonymi w siebie a milenialsów z lat 80’ ubiegłego stulecia ochrzciliśmy pokoleniem „mam wszystko w d…”. I tak co 20–25 lat słychać ten sam lament: „I to ma być przyszłość narodu?”

Młodzi, leniwi i niezaangażowani? O’Rly?

Mówi się, że młodzi mieszkają z rodzicami i wcale nie zamierzają kupować własnych mieszkań. Jako człowiek związany kredytem na całe życie powiadam: jeśli macie jakiś wybór — nie kupujcie mieszkania na własność! Chyba, że akurat macie luźne 300 czy 500 tysięcy złotych. Dlaczego ktoś miałby kupować mieszkanie za 200, 300 czy 500 swoich miesięcznych wypłat. 200 miesięcy to ponad 16 lat pracy!

Milenialsi zakup mieszkania i planowanie rodziny odkładają na „odpowiedni moment”, czyli do czasu aż będą przekonani, że sobie z tym poradzą. Koniec końców trzeba przyznać, że to dość rozsądne podejście do kwestii rzutujących na całe życie.

Ostatecznie czy powinniśmy się martwić tymi „rzeszami” młodych mieszkających z rodzicami kiedy ich odsetek jest zaledwie 4% wyższy niż pod koniec lat 60”? (dane dla USA: http://www.washingtonpost.com/opinions/five-myths-about-millennials/2013/08/30/a6d9a854-ff6c-11e2-9711-3708310f6f4d_story.html)

Jeśli zaś chodzi o zaangażowanie w politykę, to stosunek do dzisiejszej klasy politycznej świetnie oddaje często udostępniany na facebooku list Łukasza Słowaka i Ewy Kochanowskiej do PO. Politycy — solidarnie i bez wyjątku — dobitnie od kilkudziesięciu lat udowadniają jak bardzo nie rozumieją młodych i jak kompletnie nie zależy im na ich zrozumieniu. To zapewne było jednym z wielu powodów dla których stowarzyszenia obywatelskie i oddolne inicjatywy zyskały tak duże zainteresowanie. Ludzie zrozumieli, że jeśli sami czegoś nie zmienią to nikt za nich tego nie zrobi.

Milenialsi chętnie się angażują, tam gdzie można dokonać faktycznych zmian, gdzie ich wysiłek ma realne znaczenie. Być może właśnie dlatego kompletnie brak im zainteresowania polityką?

Milenialsi nie są zakałą tego świata. Są kolejnym pokoleniem, na które narzekamy tak samo jak nasi rodzice narzekali na nas. Oni sami zapewne też będą narzekać na kolejne pokolenie.

Like what you read? Give Paweł Lipiec a round of applause.

From a quick cheer to a standing ovation, clap to show how much you enjoyed this story.