Wpływ picia na zdrowie fizyczne

Towarzyszący alkohol w mim życiu poza dużymi szkodami psychiczno — duchowymi oczywiście naznaczył piętno również na zdrowiu fizycznym. Nie mam na myśli objawów kaca które też noszą znamiona złego stanu fizycznego ale wszystkie te rzeczy które pod wpływem alkoholu robiłem. Warto cofnąć się nieco w czasie do czasów szkoły średniej i wyjazdów wakacyjnych. Pamiętam jak kiedyś na Mazurach podczas wyjazdu żeglarskiego ze znajomymi spędzając noc na tzw. bindudze zabrakło nam alkoholu i w 15 osób, w nocy, pod wpływem alkoholu wypłynęliśmy do najbliższego sklepu aby uzupełnić zapasy. Dodam że popłynęliśmy na łódce 5–6 osobowej. To cud, że nikomu nic się nie stało. Ponownie pojawia się wspomnienie z Mazur i podczas „wojny wodnej” polegającej na tym, iż podpływające do siebie łódki a raczej załoga tychże łódek nabierała wody w wiadra i polewała się wzajemnie. Otóż będąc po kilku piwach, na bosaka wpadłem nogą przez skylight czyli okienko na dziobie łódki, rozrywając sobie na pół górę ucha. Kolejna sytuacja którą pamiętam to wyjazd w góry i zjazdy na snowboardzie. Po całym dniu jeżdżenia w modelu (zjazd na dole = wypite piwo, wjazd na górze = wypite wino) przy jak to na polskie warunki nieimponującej długości stoku dość mocno się upiłem. Czułem, że nogi są już nie te, organizm nie był przygotowany do takiego obciążenia, kac dnia poprzedniego + picie danego dnia dodały mi bardzo dużo „umiejętności” które przy dość dużej prędkości wbiłyby mnie w słup podtrzymujący wyciąg. Do dziś nie wiem jakim cudem udało mi się na milimetry go ominąć ale po tym zdarzeniu już nie wjechałem na górę tylko pokornie zdjąłem deskę i poczekałem na znajomych którzy jeszcze zjeżdżali. Często wyjeżdżając w delegację tylko czekałem na moment w którym wsiadłem do pociągu by w Warsie z jednej strony nagrodzić się za ciężki dzień a z drugiej oficjalnie rozpocząć delegację a więc możliwość swobodnego picia. Gdy w mieście docelowym jadąc taksówką zbliżałem się do wynajętego mieszkania / apartamentu odczuwałem jakieś podniecenie, coś skręcało mnie w brzuchu, nawet czasami mnie zatykało w płucach — może to ciśnienie które zakładam podnosiło się na myśl o tym dobrze zapowiadającym się wieczorze mimo świadomości i konieczności wstania rano i reprezentowania się godnie na spotkaniach i w pracy. Jadąc z dworca taksówką zatrzymywałem się w sklepie aby zrobić zakupy. Kupowałem jak głupi, często przypominało to robienie zakupów w sklepie spożywczym na głodnego. Po takim wieczorze samotnego picia i palenia papierosów następnego dnia czułem się fatalnie, często ze spotkań były nici, raz, czy dwa byłem w pracy na wyjeździe pod wpływem a jeszcze częściej wsiadałem w pociąg i wracałem do domu. Wmuszałem wtedy w siebie jedzenie bo przecież wiedziałem, że muszę aby organizm zaczął pracować. Wymiotowałem podczas samotnej libacji i dzień po również. Jeśli chodzi o spanie to często moje picie kończyło się jednak urwanym filmem lub kładłem się spać w bardzo ciężkim stanie. Nocy nie pamiętałem bo leżałem w łóżku jak kłoda. Wstawałem na kacu, z bólem głowy totalnie niewyspany i niewypoczęty zadając sobie to samo pytanie — po co mi to było? Oraz twierdzenie — dziś odpuszczam. Ale to było kolejne oszustwo bo wieczorem robiłem tak samo. Ciągi bo tak można nazwać codzienne wieczorne picie rozregulowały mnie jeśli chodzi o odżywianie. Po wypiciu robiłem się głodny więc podjadałem. Jak byłem pijany to opychałem się wręcz tym co było w lodówce. Rano nie mogąc patrzeć na jedzenie piłem na czczo kawę i wychodziłem z domu. Tak więc tyłem. Jak już się roztyłem (różnice w wadze dochodziły do 8–10kg) to chciałem z chudnąć więc piłem, nie objadałem się i trenowałem — masakra jakaś. Wtedy też wylądowałem u lekarza z ogromnym bólem prawej strony pleców z bólem promieniującym przy podbrzuszu oraz gdzieś w okolicy mostka. Bardzo się tym wtedy przestraszyłem. Wyszedłem z pracy do lekarza, lekarz odesłał do szpitala i okazało się że to kamica nerkowa. Ból jak cholera. Dolegliwości jakie podczas okresu picia mnie dotknęły to niewątpliwie dolegliwości przewodu pokarmowego, bóle nerki, pocenie się, bóle głowy, utrata kondycji fizycznej, spadki i wzrosty wagi.

„Życie ma 3 słowa: wybór, szansa, zmiana. Musisz dokonać wyboru, skorzystać z szansy jeśli chcesz coś zmienić” — Timur Vermes — On wrócił.