Z pewnego punktu widzenia

- Powiedziałeś mi, że mój ojciec został zabity przez Dartha Vadera!
- Nie skłamałem. Twój ojciec wyrzekł się bycia tym, kim był przez całe życie, stając się lordem zła. Wtedy Anakin umarł, a na jego miejsce pojawił się Darth Vader. To, co ci powiedziałem, jest prawdą. Z pewnego punktu widzenia

Czytałem niedawno ciekawy tekst o tym, Dlaczego warto uczyć się matmy, w którym autor pokrótce opisywał sposób, w jaki nasz mózg przyswaja wiedzę. Padło tam potwierdzone już przez naukowców stwierdzenie, że proces uczenia się wytycza nowe połączenia pomiędzy neuronami. Ciekawostką natomiast jest fakt, że ta sama wiedza u różnych osób może zagnieździć się w różnych obszarach mózgu, a co za tym idzie, różne będą owe połączenia między neuronami. Wynika z tego znana od dawna zasada, że do rozwiązania problemu dobrze jest wziąć kogoś, kto wcześniej nie spędzał nad nim czasu. Nieistotne, czego dotyczyłby ten problem. Przykład pierwszy z brzegu — programowanie. Możemy godzinami szukać błędu w kodzie, ale często bywa, że inna osoba wychwyci ten szczegół już po paru minutach.

Nie jestem pewien, czy świeże spojrzenie rzeczywiście bierze się z różnych połączeń między neuronami, ale trzeba przyznać, iż jest to ciekawa koncepcja. Autor w tekście słusznie zauważył, że prowadzi nas ona do również znanych, a teraz także popartych nauką wniosków — pierwsze etapy nauczania w szkołach są niezwykle ważne. Nieistotne, czego tak naprawdę się uczymy — poznana wiedza tworzy w naszym mózgu sieć połączeń, które mogą się przydać w rozwiązywaniu problemów nie związanych bezpośrednio z nimi. To tak, jakbyśmy mieli trasę z punktu A do punktu B i w pewnym momencie utworzyli punkt C gdzieś na środku trasy. Czy trzeba było budować nową drogę? Nie, skorzystano z już istniejącej.


Żyjemy w świecie niezwykle nasyconym napływającymi z każdej strony informacjami. Otwarty dostęp do komunikacji powoduje, że ludzie mają możliwość dyskutowania z każdym na każdy temat. Nie da się zaprzeczyć, że wypływa z tego ogromna ilość dobrego, jednakże naiwny ten, kto dostrzega tylko jedną stronę medalu. Otwartość dyskusji doprowadziła nas do niezliczonych potyczek i słownych pojedynków, których uczestnicy dają się wpędzić w samonakręcającą się spiralę jamamracjonizmu.

Świat nie jest czarny, świat nie jest biały. Brakuje nam słów do nazwania tych wszystkich odcieni, w jakich powinniśmy opisywać rzeczywistość. Zdaję sobie sprawę z tego, że mózg jest organem bardzo specyficznym, i że przez cały czas stara się myśleć przede wszystkim o sobie. O tym, że on ma rację. O tym, że jego punkt widzenia jest słuszny. Wynika to z pewnych mechanizmów obronnych i całe szczęście, że tak jest, w przeciwnym bowiem wypadku pozbawieni bylibyśmy naturalnej bariery chroniącej nas przed ześwirowaniem z nadmiaru informacji. Jest tylko jedno “ale”.

Dysponujemy świadomością. Świadomość oznacza zdawanie sobie sprawy z mechanizmów rządzących całym Wszechświatem, którego przecież częścią jesteśmy. Świadomość pozwala nam myśleć o tym, dlaczego, w jakim celu i z jakich powodów robimy to, co robimy. Da się przeżyć całe życie na autopilocie, myśląc jedynie o zaspokojeniu potrzeb najniższego poziomu. Tylko czy naszym celem, jako ludzkości, nie jest ciągły rozwój?

Z pewnego punktu widzenia wszystko może być prawdą. Na lekcjach w liceum uczy się interpretacji dzieł kulturowych z naciskiem na umiejętność obrony swojego zdania. Prowadzi to do sytuacji, kiedy dwie różne strony uważają, że obie mają rację, bo poparły swoje zdanie pasującymi do ich tezy argumentami. Problem polega na tym, że teza nie zawsze jest prawdziwa.

Kolejnym problemem jest ilość dostępnych źródeł informacji. Choć szczerze mówiąc sama ilość jest raczej pozytywna, negatywne natomiast jest to, że wiele z nich jest ściśle ukierunkowanych na konkretny światopogląd. Aczkolwiek, to ukierunkowanie samo w sobie nie musi być złe — najgorsze jest ograniczanie się do przyswajania sobie jednego spojrzenia na świat i zaprzeczanie temu, że ktoś może mieć inne połączenia między neuronami. Weźmy na warsztat te wszystkie sprawy, którymi karmi się ostatnio opinia publiczna. Trybunał Konstytucyjny. Imigranci. Wojna na Bliskim Wschodzie. Program 500+. Strajk pielęgniarek. Mógłbym tak wymieniać i wymieniać.

W dialogu najważniejsze jest słuchanie tego, co druga strona ma do powiedzenia. Podążanie na mózgowym autopilocie automatycznie odbiera nam tę umiejętność i wywołuje poczucie, że nasza prawda to Prawda, a inna prawda to gówno prawda. O wszystkich wymienionych wcześniej tematach zdecydowana większość ludzi dyskutuje z pozycji własnego światopoglądu, który nie ma szans być światopoglądem kompletnym. Rozwój internetu sprawił, że niemożliwe jest zdobycie całej dostępnej na wyciągnięcie palca wiedzy. Słyszałem nawet tezę, że czyni to całą naszą wiedzę bezwartościową, ale wcale nie musi tak być.

Popatrzmy na dyskusję o fali imigrantów. Przyjmijmy hipotetyczną sytuację, że w jednym pokoju rozmawiają ze sobą historyk, ekonomista, policjant oraz ksiądz. Historyk zaprezentuje prawdopodobne powody, dla których cały ten konflikt w ogóle ma miejsce. Ekonomista zaprezentuje garść statystyk, które ukażą problem w bardziej statystycznym świetle. Policjant opowie o bezpieczeństwie i zagrożeniach. Ksiądz wniesie do dyskusji ludzki pierwiastek. Obserwator tej dyskusji, o ile będzie potrafił słuchać, zapozna się z czterema równie prawdziwymi poglądami na daną sytuację. Na ich podstawie będzie mógł wyciągnąć dużo dokładniejsze wnioski, niż słuchając łysego patrioty z logiem Polski Walczącej na łepetynie. Patrioty, którego najsilniejszym argumentem jest sformułowanie, że “te brudasy będą się wysadzać”.

Bezsensowne kłótnie będą trwały dopóty, dopóki ludzie nie na uczą się słuchać. Ktoś wmówił nam, że na każdy temat musimy mieć własne zdanie, nie ważne, jak głupie by ono miało nie być. Nie ważne, jakie predyspozycje do omawiania danego tematu ma dany człowiek. Każdy punkt widzenia można odpowiednio uargumentować, każdą tezę można obronić. Fachowo nazywa się to erystyką. Tylko dlaczego tak często zależy nam na ukazaniu innym świata takiego, jak go postrzegamy, zamiast takiego, jaki naprawdę jest?

Nieodgadniona to zagadka. Chociaż z pewnego punktu widzenia…

Like what you read? Give Tomek Woźniak a round of applause.

From a quick cheer to a standing ovation, clap to show how much you enjoyed this story.