Literatura inspiruje Publicon

Wojciech Tochman, Ryszard Kapuściński, Wisława Szymborska. A może Cormac McCarthy, Zadie Smith i Jens Lapidus? Czasem też coś o brodaczach, książki podróżnicze i poradnik szycia. Literatura branżowa to odrębna historia. Tak czytają ludzie Publiconu. Świętując Międzynarodowy Dzień Pisarzy, dzielimy się z Wami naszymi ulubionymi autorami i książkami. Tym, co nas inspiruje i nakręca w pracy oraz poza nią.

Zastanawialiście się, co czytają PR-owcy? Osoby, które na co dzień muszą operować przede wszystkim perfekcyjnym, ale i niebanalnym, oryginalnym językiem. Ludzie pełni kreatywnych pomysłów, analizujący i łączący w swoich głowach różne światy. Z okazji Międzynarodowego Dnia Pisarzy przedstawiamy Wam książki oraz autorów, którzy zawładnęli naszą wyobraźnią, dostarczyli nam inspiracji, wzbudzili w nas skrajne emocje i wywołali masę wątpliwości, dzięki którym jeszcze lepiej rozumiemy opisywany przez nas świat. Janusz Korczak powiedział kiedyś, że “Ilekroć, odłożywszy książkę, snuć zaczniesz nić własnych myśli, tylekroć książka cel zamierzony osiąga.” Trafił w samo sedno. W Publiconie kochamy czytać i nie wyobrażamy sobie wieczoru bez lektury. Czytamy, bo literatura nie tylko dostarcza nam rozrywki, ale i uczy, inspiruje, pobudza do myślenia i działania. Każda pochłonięta książka zasiewa w nas coś, co z czasem nabiera kształtu i nas zmienia. Zmienia na lepsze.

Byliśmy ciekawi, co kolega po drugiej stronie biurka lubi czytać najbardziej. Do jakich pisarzy wraca najczęściej i za co ceni ich najmocniej. Chcieliśmy też dołączyć nowe nazwiska do naszych prywatnych bibliotek. Przeprowadziliśmy więc ankietę, w której każdy z Publiconowego teamu opowiedział, których autorów ubóstwia i za co dokładnie. Oto jej wyniki.

Szymon Sikorski

Tomasz Mann — najpierw za „Buddenbrooków”, czyli rodzinną epopeję, która — jak każda długa forma — uczy narracji, pozwala wtopić się w rodzinę, w otoczenie, w gęstniejące emocje i cudowną codzienność. Potem za „Czarodziejską Górę”, czyli powieść, która nauczyła mnie czytać i której magia i pytania tkwią we mnie do dziś. A na koniec za „Doktora Faustusa”, przez którego ciągle pytam — czy warto — i dziś jeszcze odpowiadam, że tak.

Knut Hamsun — za „Błogosławieństwo Ziemi”, naturalistycznego, genialnego snuja, którego przeczytałem jeszcze w ogólniaku. Po tej lekturze wiem, że na pewno — mimo, że kocham energię miasta — skończę pewnego dnia w leśnych ostępach. Natura zarysowana u Hamsuna odziera człowieka z bezsensowych znaczeń i pokazuje to, co najbardziej pierwotne, ale zarazem piękne.

Cormac McCarthy — za brud pogranicza, za surowość Apallachów, za Amerykę, którą mało kto zna. Za brutalność, bezsensowność i za głębokie emocje, które temu bezsensowi towarzyszą. Chcąc umieścić w trójce Amerykanina, chciałem jeszcze osadzić bohatera młodości, czyli Kurta Vonneguta (ale jego forma dziś odpowiada mi już trochę mniej) albo kogoś z tandemu Faulkner/Steinbeck. Jednak padło na Cormaca za to, że pisze dziś i jak mało kto, poprzez analogie, pokazuje lęki współczesnego świata.

Karolina Sikorska

Zadie Smith — “O pięknie” jest, nomen omen, jedną z najpiękniejszych książek, jakie przeczytałam. Jej powieści to świetna analiza międzyludzkich relacji, a im trudniejszych — tym lepiej. “Londyn NW” czytałam tak, jakbym każde zdanie mogła za autorkę dokończyć w połowie, a po każdym rozdziale — przybić jej piątkę. Genialna też w krótszych formach, zbiór esejów “Jak zmieniałam zdanie” jest fantastycznie ciepły i zmysłowy.

Jens Lapidus — piszących Skandynawów lubię tak w ogóle, ale tego najbardziej. Za żywy język, charakterną narrację, pokazanie, że Szwecja wcale nie jest pewna niczym Volvo i przystępna jak IKEA. To nie są zwykłe kryminały, a raczej gotowe scenariusze na filmy akcji pełne wyrazistych postaci, gdzie Sztokholm i jego przedmieścia są więcej niż tłem.

Trzeciego pisarza nie będzie, będzie za to cykl — reportaże Wydawnictwa Czarne. Nie jestem w stanie wybrać między Barbarą Demick, Pawłem Smoleńskim czy Edem Vulliamy. Wszyscy piszą o rzeczach trudnych, ale przez ich narrację się płynie. Ogromnie cenię tych autorów za dawkę wiedzy, którą przekazują i emocji, jakie potrafią wzbudzić. Każdy z ich reportaży to prawdziwy majstersztyk.

Hania Hylińska

Ryszard Kapuściński — mistrz reportażu, dziennikarz doskonały, samotny obserwator świata. Interpretacji otoczenia nauczył się dzięki własnej pracy. Mówił, że aby napisać jedną stronę, najpierw trzeba przeczytać sto. Jego książki (i fotografie) to źródło niezwykłej wiedzy o świecie, ale przede wszystkim o ludziach.

Wisława Szymborska — absolutnie niezwykła postać polskiej poezji. Ponadczasowa. Jej wiersze to mieszanka humoru i chłodnej interpretacji świata. Niezwykłe podejście do życia zmieniło mój punkt widzenia i odbioru świata w wielu kwestiach.

Wojciech Tochman — jego książki się połyka. Wiele opisanych historii nie chce wyjść z głowy, po prostu nie dają się wyprzeć nowym treściom. Bardzo zaangażowany w to, co robi, czego nie da pominąć między wierszami.

Kasia Pastuszka

Kryminały uwielbiam od zawsze. Zaczynałam od powieści Alex Kava, ale moje serce zdobyło dwóch Skandynawów — Stieg Larsson (znany z wydanej po jego śmierci trylogii „Millenium”) oraz Jens Lapidus (autor trylogii: „Szybki cash”, „Zimna Stal” i „Życie deluxe”). Cenię ich za język, styl i charakterystyczną narrację. Umiejętne podkreślanie różnych detali świata przestępczego, a także to, że opowiadane przez nich historie brzmią autentycznie. W doskonały sposób przedstawiają losy bohaterów, pokazując przy tym mroczną stronę życia m.in. w Sztokholmie.

Moją uwagę przykuły także reportaże autorów takich, jak: Kjetil Stensvik Ostli („Policjanci i złodzieje”), Iza Klementowska („Samotność Portugalczyka”) czy Ela Sidi, która w barwny sposób przedstawiła historię Izreala, jakiego nie znamy. Ogromna dawka wiedzy, zapisane emocje i losy zwykłych ludzi. Wyborne!

Wciągnięta w intrygi głównego bohatera „House of Cards” sięgnęłam po trzecią część serii. Książka, w której Michael Dobbs sportretował brytyjską politykę i media, prezentuje wiedzę na temat działania mechanizmów władzy. Wiem, że i tym razem się nie zawiodę. To dobry wybór!

Mateusz Kubik

Nie mam konkretnych pisarzy, których czytywałem, że tak powiem, religijnie. Zazwyczaj po przeczytanej książce mam ochotę na coś zupełnie w innym stylu. Niemniej, pisarz do którego jakimś trafem wracałem przez lata, to Richard Brautigan. Zacząłem od “In watermelon sugar”. Błyskotliwa literatura. Bolesna, ale zabawna. Brautigan ma bardzo odrębny styl i najwidoczniej znalazłem w nim coś dla siebie, bo przeczytałem kilka kolejnych z jego książek. Wszystkie o dużej sile oddziaływania. Wszystkie z niezmienną przyjemnością.

Dorzuciłbym też Jacka Kerouaca. Ten facet był dla mnie drzwiami do literatury buntowniczej, kontestacyjnej, niepokornej. Całe beat generation bardzo mnie fascynowało. Zarówno proza, jak i jej dziwaczni autorzy. Te książki uderzyły we właściwy nerw we właściwym czasie. “W drodze” wrzucałem do plecaka zawsze, gdy jeździłem autostopem na wakacje. Plejada ekscentrycznych postaci, brudne podbrzusze Ameryki i najlepsze opisy jazzu z jakimi się spotkałem. Mocna sprawa.

Musze wspomnieć też o biografiach — głównie rock and rollowych. Moi najwięksi bohaterzy związani byli ze światem muzyki, a niektórzy z nich całkiem nieźle spisywali swoje przygody. Historie o show biznesie i o procesie twórczym. Upodleni artyści. Ale także osoby, które po prostu załapały się na przejażdżkę (np. “I’m with the band” Pameli Des Barres).

Martyna Szadkowska

Wilbur Smith — “Ptak Słońca” to jedna z moich ulubionych pozycji w prywatnej biblioteczce. Uwielbiam go, bo dosłownie przenosi w czasie i pozwala poczuć się jakbyśmy stali tuż za plecami bohaterów. Historyczne nacechowanie jego książek plasuje go na wysokim miejscu w sercu mym.

Haruki Murakami — ostatnio czytany, od początku zaniepokoił mnie, zdenerwował i rozkochał w swoich powieściach, które są dziwne, odrealnione, ale niesamowicie ciekawe i poruszające, zwłaszcza „1Q84". To jedna z tych pozycji, od której nie mogłam się oderwać.

Gregory David Roberts — i jego „Shantaram” — ciekawie, bardzo luźno napisana opowieść o nim samym. Wciągająca i pełna przygód historia, która rozgrywa się w Indiach — zupełnie innych niż te, które znamy, a przynajmniej, które znam ja — tylko z filmów. Książka pisana w formie pamiętnika z wątkami psychologicznymi, co zwiększało jej atrakcyjność.

Kasia Makowska

Bardzo lubię przewrotną literaturę, która rzeczywistość traktuje z lekkim przymrużeniem oka i oscyluje w granicach abstrakcji. Ostatnio przy łóżku mam izraelską prozę — Leore Dayan “Ludzie wolą tonąć w morzu” albo zbiór opowiadań japońskiego pisarza Haruki Murakami.

Czytam też książki podróżnicze, ostatnio “Sprzedaj lodówkę i jedź dookoła świata”. Do tego literatura branżowa i poradnik szycia.

Sylwia Wojtkowska

Na czele Andrzej Stasiuk za piękne ukazanie krajobrazu, światła, spokoju, swej miłości do Bałkanów. Ten autor jest doskonale męski i dobrze wie, czego chce.

Ryszard Kapuściński, bo po przeczytaniu jego reportaży chce się uczyć, zwiedzać świat i wszystko jest możliwe.

Mariusz Szczygieł za opisywanie naszych sąsiadów Czechów. Tak blisko, tak bogata kultura i historia, a my prawie nic o nich nie wiemy.

Justyna Ożóg

Julio Cortazar — za kunszt, skomplikowanych bohaterów, za “Grę w klasy”.

Jerzy Pilch — za to całe cierpiętnictwo, którego trochę szukam w książkach i “Moje pierwsze samobójstwo”.

Stieg Larsson, bo od 2008 roku, co roku, czytam trylogię „Millenium”. Może nie jest to dzieło wybitne, ale lubię, mam sentyment.

Jakub Michalski

Wojciech Tochman, Wojciech Jagielski — za przedstawianie tematów trudnych, za reporterski sposób przedstawiania ważnych historii, dojrzałość opisywanych treści i dążenie do przekazania całościowej prawdy.

Maciek Środa

Chyba już nie pamiętam, abym jakąś zwykłą książkę ostatnio czytał. Przez ostatnie lata tylko książki związane z zawodem. Chociaż ostatnio przeczytałem “Co dwie brody, to nie jedna” i “Gigantyczna broda, która była złem”. A za dawnych lat lubiłem czytać kryminały Marka Krajewskiego o Mocku.

Filip Król

Stanisław Lem i J. R. R. Tolkien, bo fantastyka to jest to, co lubię! Odrealnione, oryginalne, pobudza wyobraźnię. W przypadku Lema podejście bardziej naukowe. A do tego ponadczasowa “Boska komedia” Dante Alighieri za różnorodność, logikę, systematykę.

Paweł Masny

Andrzej Sapkowski i cały „Wiedźmin”.

Dmitrij Głuchowski i jego seria „Metro”.

A z branżowych — Wally Olins.

Jagoda Klonowska

Zygmunt Miłoszewski i jego kryminalna trylogia. Autor, który tworzy pełnokrwiste, wiarygodne i niejednowymiarowe postaci. Jego powieści, zresztą jak prawie wszystkie kryminały, czyta się w napięciu do ostatniej kartki. W swoich książkach potrafi idealnie oddać polskie realia, mentalność i zachowanie naszych rodaków, a odwaga, by pokazywać czasem nawet bolesną czy wstydliwą prawdę o nas samych, dystans do siebie i otaczającego świata — to coś, co w ludziach cenię najbardziej.

Ryszard Kapuściński i praktycznie wszystkie jego książki, które miałam okazję przeczytać. Bo opisuje podróże w sposób niesamowicie autentyczny. Czytając jego reportaże człowiek może na chwilę uwierzyć, że naprawdę jest tam, gdzie przenosi go wyobraźnia, że naprawdę bierze udział w tych wydarzeniach, widzi i czuje to, co autor. A najsilniejsze uczucie, które towarzyszy mi podczas lektury jego książek, to moja zazdrość, że mógł odkrywać nieznany świat i w fascynujący sposób opisywać swoje podróże do miejsc, które w tych czasach były jeszcze niedostępne.

U mnie trzeciego autora też nie będzie. Nie wiedzieć czemu, po prostu lubię czytać biografie. Szczególnie tych najbardziej zagadkowych ludzi sukcesu. Może jestem wścibska, a może lubię się nimi inspirować? :)

Międzynarodowy Dzień Pisarzy to zdecydowanie dobra okazja do tego, by odświeżyć swoje półki z książkami. Mamy nadzieję, że tak jak my doceniacie siłę literatury i sięgnięcie po któregoś z naszych ulubionych pisarzy. To będzie dla nas największa radość.


Jagoda Klonowska, PR Assistant