Haczyk

Zarzucił haczyk. Modus operandi najwyraźniej było poprawne, bo zawsze udawało się złapać przynajmniej jedną “rybę”. Za każdym razem łapał przynajmniej sam siebie.

https://unsplash.com/@clemono2

Rozmyślał o symulakrach i o tym, że wielkość woła o przynajmniej odrobinę introwersji. Wiedział, jak to robić — zarzucać haczyk.


“Chcę, żeby to napięcie trwało; nie chcę go rozładowywać. Chcę, aby iskrzyło, gdy spotykają się nasze spojrzenia; aby nasze złączone dłonie wyzwalały falę uderzeniową a usta uwięzione w ustach stwarzały nowe wszechświaty.”


Taka już natura haczyków tego rodzaju — że łapią, owszem, ale bezkresnie, bezkrytycznie, na oślep i na opak. A w tle leciał Bajm, nic fancy ani hipsterskiego, tylko właśnie Kozidrak wpijająca się w uszy, takie guilty pleasure, może nieco niszowe, chociaż tyle w tych czasach, gdy wiadomo — wyróżnij się albo zgiń.


“Tak samo, jak nie chcę mieć psa czy kota, tak też nie chcę mieć ciebie; bo jak jedna istota żywa może mieć inną, posiadać ją? Dlatego biegnij, biegnij, biegnij do mnie aby oddać mi się całą abym mógł ciebie niemieć.”


Haczyk w wodzie, nic go nie porusza a jeśli już coś, to wprawna ręka wędkarza, od spodu nic go nie tyka. Czy tyka? Czy to obłęd już, nierozróżnianie ruchów powodowanych ręką od tych innych, tych prawdziwych? To muszą być te symulakry, co tak dobrze zasłaniają same siebie, same swój brak ukrywają i objawiają jednocześnie.


“Tak więc weź kawałek mojej duszy i życia mego i pozwól mi w ten sposób żyć. I zedrzyj tę fasadę, rozwal ją w kawałeczki. Ja będę dawał/brał a Ty bierz/dawaj. I zacznijmy. Osobno, ale razem.”


Ale czy ten haczyk jest? Ontologicznie rzecz biorąc, to jak on się przedstawia? Bo jak to drzewo upada, gdy go nikt nie słyszy, to ono było? I jak nic tego haczyka tak od spodu nie skubie, jak powinno, to chyba tak samo, jak z tym drzewem?


“Rozpuść. Albo nie. I moje w nich dłonie, i palce w nie zaplątane. Nie. Dychotomia ust i oczu, dialektyka, dimanche. I zapach twego ciała wdzierający się do mojego; uszami, oczami, uczami i oszami.”


Czy to wody głębokie, czy płycizna? Haczykowi to nie robi różnicy. On jest, on bytuje, on czeka na swój moment wielkości. I krzyczy do wewnątrz, ale tak dla siebie, tak, że nie poznałbyś, nawet nie wiesz, co tam w nim siedzi.


“Wiatr w nich i zieleń, a myśli me (nie)czyste. Twoja nagość i dalekość i moje błądzenie; w snach i w zakamarkach. Zimnych; lodowatych; niedostępnych”


Nihil novi. Jak ten haczyk, był on skazany na błędne koło; takie, jak chomik w klatce ma, żeby z nudów nie umrzeć. Zarzucać w nieskończoność, da capo al coda, ad infinitum. Powtarzać błędy, z premedytacją i świadomie, tak aby czasem niczego się z nich nie nauczyć.


“I piłbym cię, i upijałbym się całą skrzynką ciebie. I byłabyś mi i ciemnością i morzem i gwiazdą polarną. I mapą. W żyłach, do krwi; skrzynką całą, skrzynkę całą.”


Cóż począć. Taka widać prawidłowość losu, o ile cokolwiek takiego istnieje. Karma? A może raczej karmnik. I ten haczyk w nim jak taka pułapka. Chciał się posilić, więc się złapał. Ot, jednak karma.


“I czekam; i ślę literki, bo nie mogę posłać ręki. Cisza.”


Haczyk jeden, drugi. Stado. Chaos haczyków. Wpijają się w całe ciało, rozdzierają. I już bardziej Apocalyptica, niż Bajm, albo może nawet Dvorak z Symfonią. One nic nie zostawią; rozerwą, ogołocą do kości.


“Płonę. Ale to nie koniec. Więc już nie musisz, bo przecież. Bo znasz. Więc bądź i ja będę i ona będzie i ona nas wyzwoli i zapłaczemy.”


Haczyk chyba pora odciąć. Cokolwiek nań się złapało bądź też nie, to chyba kres jego drogi, oczekiwania, wielkości.


“Zamknijmy je i niech nas oddzielą. Nie od siebie, ale od nich. I pozbędziemy się wtedy wszystkiego i nie zostawimy nic oprócz siebie i snów. I będzie dobrze; i odnajdziemy się.”


Inspiracje; przetworzone fragmenty (w kolejności występowania): 
“I found a reason” Lou Reed / Cat Power
“Let me live” Queen
“Piąta trzydzieści” Harlem
“Cała w trawie” Dżem
“A case of you” Diana Krall
“Czwarta nad ranem” SDM
“I’m on fire” Bruce Springsteen
“Sigh no more” Mumford & Sons
“Chcę ci dać trochę wiary w cud” Martyna Jakubowicz
Like what you read? Give Robert M. Wysocki a round of applause.

From a quick cheer to a standing ovation, clap to show how much you enjoyed this story.