Zaprojektować zawód

czyli krótka historia, o tym co zrobiłam, aby zostać projektantką usług

Przeglądając niedawno zdjęcia odkryłam jedno całkiem wyjątkowe: zdjęcie z pierwszego zjazdu na kierunku Service Design na School of Form. Studia nie były pierwszym krokiem, jaki podjęłam, aby zająć się projektowaniem usług, ale z pewnością jednym z istotniejszych.

Od tego momentu, który miał miejsce ponad 4 lata temu, do dziś zadziało się to, o czym mogłam wtedy tylko marzyć. Zmieniłam dwa razy pracę, by ostatecznie zrezygnować z etatu i zacząć działać na własną rękę, zrealizowałam dziesiątki działań w oparciu o metodykę service design, projektowałam dla znanych marek, zaczęłam regularnie współpracować z tymi, których podziwiam. Włożyłam masę pracy, co chwila wychodziłam (i wciąż wychodzę) ze strefy komfortu, aby zdobywać nowe doświadczenia. Niczego nie żałuję.

Moje znalezisko potraktowałam jako pretekst do opowiedzenia o tym, jak wszystko się zaczęło. Szczególnie, że bardzo często w ostatnim czasie jestem o to pytana.

Zamiast zaskakujących zwrotów akcji będzie o tym, jak samemu sobie stwarzać szanse do działania.

Tematem projektowania zainteresowałam się trochę z przypadku, a trochę z potrzeby. Niezależnie od tego, gdzie pracowałam, niemal zawsze otrzymywałam zadanie tworzenie koncepcji miejsc, usług wspierających dane grupy (na ogół młodzież). Działałam intuicyjnie, szukając narzędzi, które umożliwią mi możliwie dobre wykonanie zadania. W tym poszukiwaniu natknęłam się najpierw na design thinking, a potem service design. I przepadłam…

Krok 0: Totalne zatopienie

Jak zapewne większość osób, zaczęłam od książek, artykułów, dostępnych w internecie materiałów. Były miesiące, w których 1/3 pensji przeznaczałam na książki i e-booki. Zachłystywałam się każdą metodą, inspiracją. O ile obecnie mnóstwo jest wydarzeń dookoła tej tematyki, 5 lat temu było ich nieporównywalnie mniej. Na moim trójmiejskim podwórku osoby działające w UX dopiero rozpoznawały temat i próbowały go ugryźć. Nie było wydarzeń poświęconych stricte tej tematyce. Na warsztaty z wypiekami na twarzy jeździłam do Concordia Design (pamiętam, że zamarzyłam sobie wtedy, że sama kiedyś zrobię, jakiś projekt z zespołem Concordii, nie przyszło mi nawet do głowy, że będę jednym z concordiowych trenerów :)

Krok 1: Studia

Pewnego dnia stało się nieuniknione i w swoich poszukiwaniach odkryłam, że istnieje kierunek studiów podyplomowych: Service Design na School of Form. Jak tylko rozpoczęła się rekrutacja, od raz się zapisałam (zabrzmi to patetyczno-sentymentalnie, ale dokładnie pamiętam dzień, kiedy wysłałam dokumenty, być może także dlatego, że tego dnia miałam stłuczkę ;)) Jak się okazało studia były nie tylko źródłem inspiracji lecz także szansą na nawiązanie nowych kontaktów. Dały mi one możliwość doświadczenia procesu projektowego i zrozumienia jak długa droga jeszcze przede mną. Sporo czasu upłynęło od ich zakończenia, kiedy pierwszy raz nieśmiało przedstawiłam się jako projektantka usług.

Krok 2: Jak nie ma wydarzeń to trzeba je zorganizować

Równocześnie ze studiowaniem zaczęłam podejmować działania, które dawały mi szansę zdobycia kolejnych doświadczeń. Szukając okazji, zaczęłam organizować w ramach mojej ówczesnej pracy w Pomorskim Parku Naukowo-Technologicznym 0 Strefie Startup Gdynia wydarzenia dotyczące projektowania usług. Włączyliśmy się w Global Service Jam, który nie tylko realizowaliśmy pod kątem logistycznym lecz przede wszystkim merytorycznym. Wtedy także na potrzeby Gdynia Design Days zaplanowaliśmy warsztat Miejski Service Design, który przerodził się w cykl wydarzeń funkcjonujący do tej pory. Na początku do prowadzenia spotkań zapraszaliśmy ekspertów zewnętrznych, potem coraz częściej nieśmiało zaczynałam sama prowadzić część spotkań.

Krok 3: W codziennej pracy

Kluczowym momentem było przejście od teorii do praktyki. Nie oszukujmy się. Możemy znać setki inspirujących przykładów, dziesiątki metod lecz dopóki nie zaczniemy realizować procesów w praktyce, ciężko mówić o tym, że projektujemy. Przy okazji ważne rozróżnienie: mówimy tu nie o opowiadaniu o metodzie lecz realnym jej wykorzystaniu.

Ja moją drogę od teorii do praktyki rozpoczęłam od wdrażania elementów service design w swojej codziennej pracy. Miałam szczęście w tym czasie pracować we wspomnianej Stefie Startup Gdynia, gdzie była chęć wykorzystywania moich świeżo nabywanych umiejętności w rozwijaniu usług które świadczyliśmy na rzecz młodych przedsiębiorców np. coworkingu. Pierwszy raz zaczęła naprawdę projektować.

Krok 4: Cierpliwi i wyrozumiali znajomi

Chciałam jednak zmierzyć się także z tematami z innych obszarów. Dlatego po pracy realizowałam projekty — niewielkie procesy projektowe dla znajomych, którzy mieli swoje firmy. Moi drodzy znajomi dali się przekonać, że warto spróbować i poświecić swój czas. Procesy były krótki, bardzo podstawowe , realizowane bez nakładów finansowych. Były jednak dla mnie doskonałą szkołą planowania samych procesów, umiejętności dobierania narzędzi do sytuacji. Często po ich realizacji miałam poczucie, że wiem coraz mniej. Pięć minut po zakończeniu warsztatu chciałam go zrobić zupełnie inaczej. Szczególnie trudne w tym okresie wydawało mi się dokumentowanie procesu. Próbowałam też definiować kim tak naprawdę w procesie jest projektant i jaka jest jego rola.

Krok 5: Jeśli nie masz projektu, to go sobie stwórz

Liczba znajomych, którzy prowadzili w tym czasie firmy była jednak niewystarczająca. Uznałam więc, że zamiast czekać na projekt sama go sobie stworzę. W tym czasie działałam w Stowarzyszeniu Kreatywnej Edukacji. Obserwowaliśmy, że wiele działań dedykowanych młodzieży nie odpowiada ich potrzebom. Uznaliśmy, że odpowiedzią może być ich kształtowanie w oparciu o podejście service design. Pozarażałam kilka osób koncepcja i w efekcie pozyskaliśmy środki na projekty, które realizowane były zgodzie z tym podejściem. Szczególnie dumna jestem z projektu który realizowaliśmy ze studentami. W jego ramach projektowaliśmy usługi w mniejszych miejscowościach w województwie pomorskim.

Krok 6: Pierwsza praca jako projektantka usług

W końcu postanowiłam się odważyć i skonstruować swoje CV, w którym na pierwszym miejscu postawiłam swoje doświadczenia projektowe. Dostałam pierwszą pracę, gdzie w umowie w rubryce stanowisko wpisano: service designer. Przez 2 lata realizowałam projekty w oparciu o te metodykę. Miałam wtedy okazję po raz pierwszy realizować naprawdę duże działania np. projekt dla szpitala dziecięcego w Olsztynie i pracować z wymagającymi klientami. Uczyłam się biznesowego podejścia i tego, że odpowiadanie na potrzeby odbiorców to nie wszystko.

Krok 7: Na własną rękę

Nadszedł dzień, w którym uznałam, ze chcę spróbować pracy na własną rękę. I oto jestem od roku działając jako freelancer. Poza pracą sticte merytoryczną muszę działać także w innych obszarach: umowach, papierach, fakturach, pismach do Urzędu Skarbowego, ofertach, budżetowaniu. Wynagradzam to sobie faktem, że mam okazję do pracy z niezwykle charyzmatycznymi osobami od których nieustannie się uczę i które inspirują mnie do działania.

Mam przy tym poczucie, że wszystko co zadziało się do tej pory to jedynie antrakt a moja przygoda dopiero się zaczyna. To czego przede wszystkim się nauczyłam to fakt, że projektowanie usług to proces wymagający pokory i gotowości na nieustannego bycia poza swoją strefą komfortu.