Tak było na TEDxKrakówSalon: Here

Bilety na ostatni TEDxKraków na Barce rozeszły się błyskawicznie.

Nie miałem pretensji do mojego ospałego refleksu, że nie zapałem się na bilet. Szczęśliwie dla mnie jeden z uczestników nie mógł przybyć i był tak uprzejmy oddać mi swoją wejściówkę, ratując mnie tym samym od stania na nabrzeżu sam na sam z wyobrażeniami o tym, co się dzieje w środku.

Zatem wchodzę.

Każdy krok pod linię pokładu wyłania przyjazny bar umieszczony we wnętrzu rozświetlonym nie narzucającym się światłem. Osoba rejestrująca uczestników nie drążyła nazbyt wnikliwie rozdźwięku między żeńskim imieniem na bilecie, a zarostem na twarzy posiadacza. Dostałem naklejkę z wypisanym imieniem, które można sobie wcześniej wybrać. Przykleiłem ją na sercu — wzruszonym, że nareszcie nikt mnie nie pytał o tożsamość. Spośród rzędów krzeseł — przypominających reżyserskie — wybrałem jedno i zaznaczyłem go wyraźnym rzuceniem tam płaszcza. Udałem się bo baru dopilnować, by wzruszenie nie opadło. Pogratulowałem sobie zachowawczości, bo po powrocie sala była już prawie pełna.

Dwie pierwsze prelegentki na TEDxKraków to Magda i Kasia, które stworzyły jeden z bardziej rozpoznawalnych projektów kulinarnych w naszym mieście.

Spotykały się w nietypowych okolicznościach, co nie jest specjalną niespodzianką, bo ciekawe inicjatywy mają często właśnie taki początek. Obydwie znalazły się w grupie osób, które zakupiły ciężarówkę pomarańczy z Sycylii w ramach kolektywnych zakupów. Pojazd dotarł do Krakowa w ponure, polskie popołudnie i po otwarciu tylnych drzwi, pomarańcze wesoło rozsypały się po ulicy jak koraliki. Bohaterki poznały się w ciemnym garażu, gdzie pracowicie rozdzielały wyzbierane owoce. To tam właśnie zrodził się pomysł na kulinarne wydarzenie „Najedzeni Fest”, czyli zebranie krakowskich pasjonatów kulinariów i umożliwienie im wystawienie się w jednym miejscu. Od tamtego dnia przez trzy lata zrobiły razem ponad pięćdziesiąt wydarzeń i wygląda na to, że jest im mało.

Cieszy to, że w swoich inicjatywach celują w producentów oraz wytwórców lokalnych, których wyroby — oprócz jakości — są wzbogacone nutą pasji. Osobiście najlepiej wspominam te zakupy, w których sprzedawca podzielił się jakąś opowieścią. Historia w tle wygrywa z anonimowością. A na Najedzeni Fest w oczach wielu wystawców widać żarliwość i radość z tego, co robią. Na koniec wystąpienia pochwyciły kosz wypełniony pieczywem i zaczęły rozdawać słuchaczom wypieki do podziału między siebie. Dzielenie się bagietką to chyba jeden z lepszych sposób na poznanie osoby, która siedzi obok.

Niedługo potem na scenie pojawił się Bartolomeo.

Jakiś czas temu zaczął w Krakowie studia z filozofii, a przyjechał z Indonezji, gdzie surfował na desce. Jego wielkim zdumieniem było to, że Wisła w naszym mieście jest rzeką niedostępną dla mieszkańców. I rzeczywiście. Jeśli ktoś kiedyś zamoczył w niej palec ręki czy nogi, to jednorazowo i tylko będąc na fali wesołego nastroju w nocy z piątku na niedzielę. Bartolomeo pokazał zdjęcie sprzed pięćdziesięciu lat, gdzie pod samym Wawelem rozpościerała się szeroka, piaszczysta plaża. I nie może zrozumieć, że ta rzeka stała się niedotykalnym, zabetonowanym kanałem — muzealnym reliktem za szybką, oddzielonym od namacalnej przestrzeni. W kulturze, w której poprzednio żył, ocean był czymś otwartym i bliskim. Każdy nieskrępowanie mógł do niego wejść, nacieszyć zmysły kąpielą i dobrowolnie, bez narzuconych ograniczeń, się przeziębić. Skrzyknął więc znajomych i zorganizował „Wodną Masę Krytyczną”, czyli wspólne dryfowanie po Wiśle na przedmiotach, co do których nie jest się pewnym, czy mają jakąkolwiek wyporność. Bartolomeo chce pokazać, że rzeka jest dla ludzi i nie należy odgradzać tej przestrzeni. Całość zorganizował jedynie za kwotę stu złotych, bo tyle wyniósł go mandat za pływanie po Wiśle na desce surfingowej. Decyduje fakt, że stopy są poniżej tafli wody. Jak kiedyś wpadnę do rzeki, to już teraz będę pamiętał, by na wszelki wypadek tonąć stopami do góry.

Temat naszej wodnej arterii w swoim wystąpieniu kontynuowała Cecylia.

Jej celem jest otwarcie oczu na fakt regulowania rzek, co czyni z nich jałowe kanały wodne pozbawione życia. Jako aktywna działaczka może pochwalić się kilkoma inicjatywami. Chyba najciekawszą z nich jest film dokumentalny dotyczący kondycji polskich rzek, który został wyświetlony pod mostem przecinającym rzekę. Różne rzeczy robi się pod mostem, ale oglądanie filmu na wielkim ekranie nie należy do najczęstszych.

___

Tekst: TEDxKraków
Edycja: Emilia Meres, Tomek Pytko

Like what you read? Give TEDxKrakow a round of applause.

From a quick cheer to a standing ovation, clap to show how much you enjoyed this story.