Pejzaż zmotoryzowany

To, że samochody deformują i niszczą krajobraz, wiadomo nie od dziś. Lecz z tej świadomości niewiele wynika. Samochodów ciągle przybywa, a wraz z nimi stale poszerzanych dróg, parkingów i całej pozostałej infrastruktury potrzebnej do obsługi społeczeństwa zmotoryzowanego. Dzieje się to kosztem pieszych, rowerzystów, wszelakiej fauny, otwartej przestrzeni, drzew, zieleni, ciszy i — w rezultacie — piękna środowiska, w którym spędzamy nasze życie.

Problem ten dotyczy nie tylko wielkich aglomeracji, od lat duszących się pod natłokiem aut, ale zaczynają się z nim borykać nawet najmniejsze miejscowości. Mamy to szczęście, że nasze biuro mieści się w małym miasteczku, gdzie w ciągu 15 minut możemy dojść do wszystkich sklepów, banków, poczty, szkoły, urzędu miejskiego, stadionu, stacji kolejowej, ośrodka zdrowia, plaży, a nawet lasu. A skoro my możemy, to znaczy że pozostałych kilka tysięcy mieszkańców tego miasteczka mogłoby też. A jednak większość z nich woli poruszać się po tej małej przestrzeni samochodem. Rodzice przywożą swoje pociechy do szkoły, sportowcy przyjeżdżają na treningi autami, nad jezioro plażowicze i wędkarze docierają na czterech kółkach, do autobusu już się nie „odprowadza” tylko „podwozi”. Nawet psy na spacer do lasu wywozi się samochodem.

Chodząc po mieście obserwujemy, jak parki zapełniają się wieczorem nie spacerowiczami, ale samochodami, zamieniając się stopniowo w dzikie parkingi. Skoro wszyscy przesiadają się do samochodów, to ulice pustoszeją, przestrzeń publiczna zamiera, pozostają w niej tylko ci najubożsi, a więc nie zmotoryzowani, mieszkańcy. Sklepy przy starych ulicach, gdzie parkowanie jest utrudnione, są zamykane. Zastępują je markety na peryferiach oferujące wszelkie wygody dla zmotoryzowanych. Nasze miasteczko nie jest tutaj żadnym wyjątkiem, takie same zmiany następują w tysiącach polskich miast, a ich skutki były wielokrotnie zbadane i opisane. Chaotyczny rozwój społeczny i zaniedbania w planowaniu przestrzennym ostatnich lat wiele mogą wyjaśnić, ale pozostaję jeszcze pytanie o wybór, którego sami dokonujemy każdego dnia — idziemy czy jedziemy? Wybór należy do nas.