Brexit wyzwaniem dla europejskich mediów

Rok 2016 zdominują debaty o politycznym trzęsieniu ziemi, jakim może być ewentualne wyjście Wielkiej Brytanii z UE w następstwie referendum ogłoszonego przez Davida Camerona. Te dyskusje dotyczyć będzie nie tylko Brytyjczyków, ale wszystkich mieszkańców Europy, podkreśla szef sieci Euranet Plus.

Erlends Calabuig dla VoxEurop

Jak dotąd, negocjacje na temat „Brexitu” odbywały się w cieniu, za zamkniętymi drzwiami Rady Europejskiej. Ciało to, tworzone przez szefów państw i rządów, zostało wtajemniczone w dziwne targi. Premier David Cameron przedstawił swoim kolegom z Rady cztery żądania.

Jeśli Cameron uzna, że nie zostały one spełnione podczas negocjacji, nie będzie czuł się w obowiązku bronić dalszego członkostwa Wielkiej Brytanii w Unii. Jasne jest, że nasi narodowi przywódcy są zdolni do kompromisu w stylu europejskim, osiągniętego zapewne dzięki rzutowi na taśmę, po całonocnych rozpaczliwych rozmowach w Brukseli. Jednak ta debata zasługuje na coś więcej, niż tylko ubicie interesu przez grupkę inteligentnych ludzi.

Stawia ona bowiem pytanie o przyszłość Unii: czy ma ona być wspólnotą gospodarczą czy zintegrowanym bytem. Media mają tu do odegrania niepoślednią rolę. Mogą być przeciwwagą i mogą dać obywatelom siłę, by upomnieć się o swoją przyszłość. Ponadto, sama debata na temat „Brexitu” ma prawdziwie europejski wymiar.

Nie może i nie powinna być ograniczona jedynie do obszaru Zjednoczonego Królestwa. Chociaż żyjemy w różnych przestrzeniach publicznych, łączy nas wspólna europejska przyszłość. Przecież nawet obywatele Jej Królewskiej Mości Elżbiety II nie będą głosować nad porozumieniem, które David Cameron zawrze ze swoimi partnerami w Brukseli. Wyrażą jedynie swoją opinię na temat członkostwa ich kraju w Unii Europejskiej.

Jednakże, jeśli — mimo wszystko — przeważą zwolennicy pozostania w Unii, będzie to potężny bodziec dla całej Europy, która ma być tak niepopularna wśród swoich obywateli. Proces prawdziwej integracji politycznej zablokowany od czasu rozszerzenia w 2004 r. oraz francuskiego i holenderskiego „nie” w roku 2005 mógłby znowu ruszyć do przodu.

W przypadku zwycięstwa secesjonistów istnieje ryzyko demontażu Starego Kontynentu. Będzie to sygnał dla wszystkich ruchów narodowych, że miały rację od wielu lat odrzucając Unię. Co więcej, stworzy to wiele komplikacji prawnych dla naszych przemieszanych populacji, a w szczególności dla europejskich pracowników na brytyjskiej ziemi, jak i dla najliczniejszej grupy europejskich migrantów, czyli brytyjskich emerytów, którzy masowo przeprowadzają się na kontynent.

Przekaz informacji jest niezbędny, aby dobrze zrozumieć, jak Brytyjczycy zdecydują się zagłosować. Punkt widzenia brytyjskiej prasy tu nie wystarczy, tym bardziej, że angielskie gazety stanęły na ogół wyraźnie po stronie eurosceptycyzmu. Ich perspektywa jest więc zniekształcona i nie przysłuży się naszej debacie.

Sprawa referendum powinna zostać potraktowana dogłębnie i wykroczyć poza obszar Wysp Brytyjskich. przez media w sposób dogłębny i powinna zdecydowanie wykraczać poza kanał La Manche na cały kontynent. Pierwszym zadaniem mediów powinno być przedstawienie ewentualnych skutków referendum na poziomie krajowym, gdyż bez wątpienia wpłynie ono na to, czy premier David Cameron pozostanie na Downing Street. Następnie trzeba będzie ukazać europejskie implikacje brytyjskiego głosowania, przedstawiając konsekwencje tego referendum na poziomie europejskim. Media muszą przede wszystkim przedstawić skutki dla europejskich obywateli oraz ich punkt widzenia na brytyjskie głosowanie.

Ten ostatni aspekt stanowi trudne wyzwanie dla brytyjskich mediów. Często trudno im zachować europejską perspektywę, nawet kiedy piszą o samej Wspólnocie. Niestety, rzadko się zdarza, aby dziennikarze z różnych krajów dzielili się swoimi opiniami. Ale jak można myśleć po europejsku, patrząc jedynie przez pryzmat własnego kraju? Tak oto „Brexit” stawia nowe ekscytujące wyzwanie przed europejską prasą.


Translated by Władysław Bibrowski · Originally published at www.voxeurop.eu.

One clap, two clap, three clap, forty?

By clapping more or less, you can signal to us which stories really stand out.