Jest dobrze

Z dorosłym życiem jest taki problem, że prawdziwie szczęśliwe, beztroskie momenty można w nim policzyć na palcach jednej ręki. A przynajmniej w jego początkowej części. W porównaniu do okresu “zanim zacząłem myśleć i dbać o samego siebie” z jednej strony przeżywa się wszystko (absolutnie wszystko) naprawdę i na 100%, ale z drugiej — momentów gdy we “wszystko” nie ma żadnych problemów jest, jak już wspomniałem, bardzo niewiele. Życie ludzkie widzę więc, będąc w wieku lat niemal 25-ciu, jako konflikt tragiczny: albo gówno wiesz i nic nie przeżyłeś, ale masz święty spokój, albo przeżywasz wszystko naraz, doświadczasz i co rusz robisz sobie ała (i nawet nie ma kto pocałować).

Dlatego postanawiam takich momentów jak dziś, jak mam teraz, już nigdy nie zapominać. Gdzie miesiąc za miesiącem układasz życiową Kostkę Rubika, kręcisz tym cholerstwem na wszystkie strony, oglądasz, przepychasz, rzucasz o ścianę, próbujesz telekinezy aż wreszcie okazuje się, że wystarczą ci własne ręce, odrobinę pracy i trochę pomyślunku. I będę tak sobie leżał w mojej ciepłej wannie szczęśliwości, będę się uśmiechał do tego, do kogo najbardziej lubię się uśmiechać i będę.

One clap, two clap, three clap, forty?

By clapping more or less, you can signal to us which stories really stand out.