Czy Sacramento Kings są na serio?

Sacramento Kings dosyć niespodziewanie wygrali sześć z pierwszych dziesięciu meczów, po drodze zaliczając serię pięciu kolejnych zwycięstw i po raz pierwszy od października 2016 roku znaleźli się nad kreską. Pytanie na ile sukces z początku sezonu będzie można przełożyć na dalszą cześć rozgrywek i jak poważnie powinniśmy traktować drużynę ze stolicy Kalifornii.

Podstawowa różnica między tym, a poprzednim sezonem to zmiana wyjściowego składu — Dave Joerger zrezygnował z ustawienia na dwóch nierzucających wysokich i w miejsce jednego z nich wstawił rozciągającego grę na dystans Nemanję Bjelicę.

Nie jest to bynajmniej rzecz specjalnie odkrywcza, że dodanie dodatkowego strzelca otwiera dodatkowe możliwości w ataku. W końcu w minionych rozgrywkach Kings grając nisko, z Justinem Jacksonem na czwórce, w przeliczeniu na 100 posiadań byli lepsi o punkt od rywali, natomiast gdy ten wychodził jako trójka — często właśnie z dwójką nierzucających wysokich — Sacramento było gorsze o 11,8 punktu.

Więc Kings po prostu dołączyli do reszty NBA — Buddy Hield, Bjelica i Jackson lub Iman Shumpert jako piąta opcja rozciągają grę przy dwójkowych akcjach De’Aarona Foxa i Williego Cauley-Steina. Trzon zespołu — Fox, Hield, Bjelica i Cauley-Stein — w 165 wspólnych minut jest lepszy od rywali o 16,4 punktu na 100 posiadań.

Choć Kings są za Atlantą Hawks 2. najszybciej grającą drużyną w NBA, to ta czwórka ma zdecydowanie najszybsze tempo w lidze. Wprawdzie trzy zespoły w NBA częściej korzystają z transition, to Sacramento notuje w kontrach najlepszą efektywność: w samym transition Kings zdobywają 1,4 punktu na posiadanie. W ten sposób poniekąd udaje się zmniejszyć liczbę posiadań w ataku pozycyjnym, gdzie Kings notują przeciętne 0,91 punktu na posiadanie (19. miejsce).

Co jednak bardziej istotne: Kings znajdują się na 15. miejscu w efektywności ofensywnej i 17. w efektywności defensywnej, na 100 posiadań zdobywając 109,3 punktu, tracąc przy tym o pół punktu więcej. Tym samym jest to 15. różnica między atakiem, a obroną w NBA.

Jako ciekawostkę można dodać, że Kings wygrali o 1,2 spotkania więcej niż można by było się spodziewać na podstawie ich dotychczasowej efektywności (3. wynik za Toronto Raptors i Orlando Magic). Po dziesięciu meczach spodziewana liczba zwycięstw dla Kings to 39,6.

Drużyna z Sacramento ma 5. „effective field goal” (eFG%) — wskaźnik, który premiuje dodatkowym punktem rzut za 3. Procent trafianych rzutów w pierwszych kilku meczach jest nieco losowy i choć może powiedzieć nam sporo o sukcesie Kings na początku sezonu, to lepiej przyjrzeć się rozmieszczeniu rzutów zespołu, które powinno okazać się bardziej miarodajnym prognostykiem na przyszłość — to więcej zdradza nam jak gra dany zespół.

W tym aspekcie nastąpiła pewna poprawa. Spójrzmy na miejsca w NBA, które Kings zajmują w % oddawanych rzutów z danego obszaru (w nawiasie miejsce z poprzedniego sezonu):

Obręcz — 12. (29.)

Krótki półdystans — 5. (1.)

Długi półdystans — 11. (4.)

Półdystans — 6. (1.)

Trójki z rogów — 22. (23.)

Trójki ze szczytu — 27. (26.)

Trójki — 26. (28.).

Rozmieszczenie rzutów aż tak bardzo się nie zmieniło, lecz można zauważyć, że Kings delikatnie zamienili próby z półdystansu na rzecz rzutów spod kosza. To dobra zmiana. W zeszłych rozgrywkach 30,2% wszystkich rzutów spod kosza pochodziło spod obręczy, a w obecnych już 37,1%. Związane jest to zapewne ze wspomnianym dodaniem strzelca do składu — rozciągnięcie gry nagle sprawia, że na parkiecie pojawia się więcej przestrzeni i łatwiej jest dostać się do kosza. Niemniej niepokoić może, że Kings wciąż znajdują się w dolnej części tabeli w % oddawanych trójek i nadal wydaje się, że oddają za dużo prób z półdystansu.

Warto teraz zerknąć na pozycje, które Kings zajmują w skuteczności z wymienionych aspektów:

Obręcz — 7. (19.)

Krótki półdystans — 2. (17.)

Długi półdystans — 21. (21.)

Półdystans — 7. (16.)

Trójki z rogów — 18. (7.)

Trójki ze szczytu — 2. (6.)

Trójki — 4. (3.).

Zanim jeszcze szerzej o wynikach: Bjelica trafia najlepsze wśród wysokich 54% za 3 i absurdalne 59% trójek ze szczytu. Buddy Hield 49% oddanych rzutów za 3 zamienił na punkty. Dodatkowo trafił 48% prób z półdystansu, co przy selekcji rzutowej Bahamczyka — 42% rzutów Hielda pochodzi z półdystansu — ma ogromne znaczenie dla początkowego sukcesu Kings. Jednak pod koniec dnia, Buddy zwyczajnie trafia trudne rzuty:

Piłka dochodzi do Buddy’ego po świetnym podaniu Foxa i na powyższym przykładzie można zaobserwować jak Buddy rezygnuje pierw z rzutu za trzy po pompce na rzecz rzutu właśnie z półdystansu. Hieldowi wprawdzie udało się zdobyć punkty, lecz gdzieś trzeba szukać przyczyny, dla której pojawia się tak dużo rzutów z mid-range, a tylko 5% wszystkich prób to trójki z rogów (po tym jak Khris Middleton wyszedł do niego delikatnie do pomocy, Buddy ominął też podanie do strzelca na szczycie).

Co chcę przez to powiedzieć: sukces Kings w dużym stopniu oparty jest na trafianiu jump-shotów, na % raczej niemożliwym do utrzymania. Sacramento trafia póki co 39% trójek, 45,5% rzutów z krótkiego półdystansu i 42,2% ogółem z mid-range. W poprzednich rozgrywkach tylko Warriors skończyli z lepszym rezultatem pod względem trójek oraz kolejno dwie i cztery drużyny w dwóch następnych kategoriach. Pewnie, poszczególni zawodnicy mogli poczynić znaczny postęp, lecz trudno spodziewać się, że dwóch z trzech najczęściej rzucających za 3 strzelców w zespole będzie trafiało około 50% oddanych trójek.

Dla pełniejszego wglądu zobaczmy jak wygląda podział rzutów zespołów, które grają przeciwko Kings. Niższa liczba oznacza, że drużyna pozwala na mniej rzutów z danej strefy (w nawiasie tym razem miejsce pod względem skuteczności rywali w danej kategorii):

Obręcz — 24. (25.)

Krótki półdystans — 7. (14.)

Długi półdystans — 1. (22.)

Półdystans — 1. (14.)

Trójki z rogów — 28. (3.)

Trójki ze szczytu — 25. (11.)

Trójki — 26. (5.).

Tak jak w przypadku ofensywy selekcja rzutów przeciwników nie powinna napawać specjalnym optymizmem. Kings % pozwalają na najmniej rzutów z półdystansu. Przede wszystkim znajdują się w dolnej części pod względem rzutów tuż spod kosza i za 3 (choć przy trójkach poczyniony został minimalny awans z ostatniej pozycji na 26.).

I cóż… całość ponownie można sprowadzić do tego, że rywale nie trafiają swoich rzutów. Przeciwnicy Kings tylko 33% oddawanych trójek zamieniają na punkty i tylko cztery zespoły wydawałoby się, że lepiej bronią na dystansie. Takie stwierdzenie byłoby nieco mylne, bo ledwie dwie drużyny pozwalają na więcej całkowicie otwartych trójek (co ciekawe Milwaukee Bucks i Golden State Warriors) i zespoły jedynie przeciwko Boston Celtics trafiają z tych pozycji na gorszym % niż z Kings. Pojawia się sporo błędów w komunikacji, gdzie zawodnicy niepotrzebnie odpuszczają krycie swojego zawodnika i wychodzą do pomocy (patrz Marvin Bagley i Aaron Gordon)…

… czy zbyt ochoczo do niej wychodzą, przez co odpuszczają krycie najlepszych pozycji dla rywala — dystans i strefa pod koszem:

Jak większość drużyn, Kings mają kłopot z bronieniem zasłon z rzucającym za 3 centrem, gdzie próbują różnych sposobów i nie zawsze decydują się jeszcze na pozostanie przy wysokim. Bez dodatkowej rotacji i zmuszenia nienajlepszego podającego do jeszcze jednego podania oddawana jest w zasadzie czysta trójka:

Kings rzeczywiście mogą być lepszą drużyną niż się spodziewano — Fox wygląda jakby zrobił znaczny postęp. Nie tylko trafia 69% prób spod kosza, ale też był faulowany przy 18,2% swoich rzutów, co wśród rozgrywających jest najwyższym wynikiem. Dla porównania James Harden w poprzednich rozgrywkach był faulowany przy 17,1% oddawanych rzutów. O utrzymanie obu tych wskaźników będzie trudno, lecz szybki rozgrywający sprawia wrażenie, że gra dla niego zwolniła, a Kings stali się zależni od drugoroczniaka.

Trójka uzupełniających Foxa zawodników — Buddy Hield, Bjelica i Cauley-Stein — wydaje się, że znalazła się w korzystnej dla siebie sytuacji, gdzie ich umiejętności są odpowiednio wykorzystywane. Bjelica sprawia, że wszyscy wokół są lepsi — w ruchach Serba widać cel i koszykarskie IQ, co można dostrzec przy jego zaskakujących podaniach.

Marvin Bagley często jest zbyt schematyczny przy zejściach na lewą rękę i wykazuje tunelową wizję, gdy nie dostrzega kolegów, lecz z ławki miewa przebłyski, szczególnie pod koszem, kiedy pokazuje elitarną umiejętność wykańczania akcji i drugiego wyskoku. Wysokie tempo sprzyja Bagleyowi jako potencjalnemu rim-runnerowi. Gdy do gry wróci jeszcze Bogdan Bogdanović Kings będą mogli wystawić najbardziej optymalną piątkę.

Jednak ich wczesny sukces oparty jest na elementach, które mogą okazać się niemożliwe do regularnego powtarzania, a co za tym idzie i utrzymania. Ich profile rzutowe po obu stronach parkietu nie napawają optymizmem. Wciąż jest za dużo prób z półdystansu, samemu nie zmuszając innych do oddawania rzutów z gorszych pozycji.

Być może w jakimś stopniu na pudła przeciwników wpływa szaleńcze tempo narzucane przez Kings, lecz rywale w końcu zaczną trafiać z dogodnych pozycji. Dlatego nie powinniśmy być zdziwieni jeżeli Sacramento zacznie przegrywać kolejne mecze. W stolicy Kalifornii są zadatki na niezłą drużynę, ale kilka dobrych meczów nie może stanowić pewnego wyznacznika na tak drastyczną poprawę zespołu.

Przy pisaniu tekstu korzystałem ze statystyk znajdujących się na stronach Cleaning The Glass, Basketball Reference i NBA Stats.